Jestem beznadziejna. Wszystko psuję, on mnie polubił, tyle dla mnie robi, a ja... Jego przyjaciele mają rację.
Na szczęście mi wybaczył.
- Ja...ja nie chciałam.
- Ale nic się nie stało. Na prawdę.
- Ty jesteś dla mnie taki kochany, a ja...ja tego nie doceniam.
Nie odpowiedział nic. Złapał mnie za nogi i zarzucił mnie sobie na plecy.
- Teraz cię nie puszczę - powiedział i wszedł po schodach
- Tylko mnie nie upuść - krzyknęłam
Weszliśmy do apartamentu. Posadził mnie na kanapie i usiadł obok.
- Hmm...mamy cały dzień wolnego, umówiłem się z chłopakami, że spotkamy się wieczorem. Więc co będziemy robić?
- Nie wiem. Wymyśl coś.
- Ojej...
Długo myśleliśmy. W końcu Hazz wstał i powiedział.
- Poczekasz tu godzinkę na mnie?
- A mam inne wyjście? - uśmiechnęłam się
- Nie, szczerze powiedziawszy to nie masz - odpowiedział i zaśmiał się. - Dobra, to ja idę.
Wyszedł. Ciekawe, co teraz zrobi? Co on kombinuje?
Nie mogłam się doczekać jego przyjścia. Postanowiłam pójść na stołówkę i zobaczyć, czy wszystko jest w porządku. Zeszłam po schodach. Delikatnie pociągnęłam klamkę i uchyliłam drzwi. Wszędzie panował niesamowity bałagan. Spojrzałam na nieodkurzoną podłogę, po której walały się resztki jedzenia. Następnie zwróciłam wzrok na brudne, nieumyte stoliki i załamałam się. Nie było mnie zaledwie dwa dni, a pomieszczenie wyglądało jak po wojnie.
Niewiele myśląc wzięłam do ręki miotłę i zaczęłam zamiatać. Nim się obejrzałam stołówka wyglądała o niebo lepiej. Zostało jeszcze tylko umyć stoliki. Od razu wzięłam się do roboty.
Upłynęło około 40 minut. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i na mojej twarzy ukazał się uśmiech. Wreszcie wszędzie było czysto. Nagle ktoś wszedł do środka. Przestraszyłam się.
- Co ty tutaj robisz? - to nie był głos Harry'ego.
Odwróciłam się. Zobaczyłam pana Louis'a.
- Ja...ja...- zaczęłam się jąkać.
- Już posprzątałaś, więc wynoś się stąd! - krzyknął i wskazał palcem na drzwi. - no chyba, że chcesz iść na tortury.
Wybiegłam z sali. Biegłam do apartamentu, kiedy na kogoś wpadłam. Miałam spuszczoną głowę, więc nie widziałam.
- Ppprzepraszzam...- powiedziałam
- Gdzieś ty się podziewała? Szukam cię od 20 minut. - tym razem to był Hazz
Odetchnęłam z ulgą.
- Ja...ja byłam...na stołówce. Chciałam...tam posprzątać...błagam nie bądź zły...- rozpłakałam się
- Nie jestem zły. Tylko ty przecież masz wolne.
Harold otworzył drzwi i weszliśmy do salonu.
- Siadaj, a ja zaraz wracam - powiedział w wszedł do sypialni.
Po kilku minutach wrócił i usiadł obok mnie.
- Mam dla ciebie prezent...
- Ale ja nic nie potrzebuję Hazz.
- Tego tak. - mówiąc to wyjął dość małe pudełeczko, owinięte ozdobnym papierem...
KONIEC ROZDZIAŁU
Przepraszam, że jest krótszy, ale jeszcze dziś pojawi się 17 :)
Czeeekam na nexta *-*
OdpowiedzUsuń