sobota, 27 grudnia 2014

Serdecznie zapraszam! Proszę przeczytajcie to!

Postanowiłam założyć nowego bloga. Wiem, że nie powinnam tego tu pisać, ponieważ dostęp do bloga mają osoby, z mojej klasy, no ale..
To tak, TEGO BLOGA NIE USUWAM I NIE KOŃCZĘ!
Będę prowadziła dwa.
Mała zapowiedź, mam nadzieję, że ten równie bardzo się Wam spodoba i także będziecie go czytały.

Nikt nie ma pojęcia, o poważnych problemach Rosie i strasznej przeszłości Harry’ego. 

Pewnego dnia spotkają się i ich życie wywróci się do góry nogami. Zostaną najlepszymi  

przyjaciółmi, wydawałoby się, że na zawsze, ale czy na pewno? Otworzą się przed sobą i 

zawrzą między sobą pewną przysięgę… czego ona będzie dotyczyła? Co zmieni w ich 

życiu? I jak bardzo ważna ona dla nich będzie? Tego dowiesz się czytając kolejne 

rozdziały 

mojego nowego opowiadania o Harry"m i Rosie Przysięga serdecznie zapraszam 

Nowy Blog! Przysięga


Jeśli Ci się spodoba, zapraszam do grupy na fb dla stałych czytelników 
Przysięga - fan fiction

Serdecznie zapraszam do dodawania się do grupy tu macie też link do mojego fb:
                                   Martyna Gazda facebook

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 38

Zbiegłam po schodach i już byłam pod drzwiami kuchni, gdy niechcący wpadłam na pana Tomlisnon'a.
- O, znów się spotykamy, cóż za zbieg okoliczności - powiedział ironicznie
Spojrzałam na niego. Miał podbite oko i wiele ran na policzkach.
Tamtym razem chłopak im przeszkodził, teraz znów mają szansę mnie skrzywdzić... Za pewnie ją wykorzystają...
Łzy napłynęły mi do oczy, a oddech stał się płytszy, nie miałam pojęcia co zrobić. Uciekać...? Nie to jest nie możliwe, jest ode mnie dwa razy jak nie więcej szybszy... Zacząć krzyczeć....? To też nie wchodzi w grę, Harry jest na górze, nie ma mowy nawet, żeby usłyszał... Co mam teraz począć?
- Idziesz ze mną, tym razem się policzymy! - krzyknął i mocno ścisnął mój nadgarstek. Mocniej niż poprzedniego dnia pan Malik.
Zaczął ciągnąć mnie na parter, gdzie znajdowała się sala tortur.
- Muszę zadzwonić do chłopaków - powiedział i wyjął z kieszeni koszuli telefon. - tylko spróbuj uciec, a przyrzekam jutra nie dożyjesz - ostrzegł mnie
Odszedł troszkę na bok, ale ciągle na mnie spoglądał.
W tym momencie przypomniałam sobie słowa Harry'ego.
,, Teraz możesz, tylko weź ze sobą telefon i uważaj na siebie kotku "
Przecież wzięłam komórkę, krzyknęłam w myślach. Pojawił się choć cień nadzieji, że Harold tym razem też zdoła mnie ocalić. Zerknęłam kątem oka, czy pan Louis nie patrzy w moją stronę. Najwidoczniej coś się stało, bo był tak pochłonięty rozmową, że zupełnie o mnie zapomniał. W moim umyśle powstał nowy plan działania. Powoli odejdę, jak gdyyby nigdy nic, może się nie zorientuje i uda mi się dotrzeć do ukochanego przed panem Tomlinson'em. Wtedy będę bezpieczna, przecież Hazz nie pozwoli mnie skrzywdzić...
Jednak coś mnie przed tym powstrzymywało.
Czas mija nieubłaganie. Dzwioń Diana, nie ma czasu! Pomyślałam i w jednej chwili wyjęłam smartfona. Schowałam go za plecami i wybrałam numer chłopaka, po kilku sygnałach się rozłączyłam, bo jak by odebrał, to nawet nie chcę myśleć co by się stało dalej. Powiem tyle, na sto procent nie zdążyłby mnie uratować...
Wsadziłam telefon spowrotem do kieszeni i czekałam nz wybawienie.
Nie było go i nie było... Postanowiłam wprowadzić w życie plan B.
Pocichutku, dosłwnie bezszelestnie zmierzałam ku schodom, prowadzącym do apartamentu. Na początku wszystko szło świetnie, ale kiedy postawiłam nogę na pierwszym stopniu...
Zaczęła się kolejna walka...
Harry zszedł na dół. Ujrzał mnie i podbiegł do mnie. Zauważył też, że cała się trzęsę i mam łzy w oczach.
- Co się stał, Diana? - pytał z przerażeniem w oczach.
- P-p-parz - wyjąkałam i wtuliłam się w niego.
Dopiero teraz spostrzegł swojego 'przyjaciela'.
- Co ty jej chciałeś zrobić Tomlinson!? - zaczął krzyczeć
Pan Louis się odwrócił. Kiedy usłyszał noski głos chłopaka, aż wzdrygnął. Chyba przeczuwał już, że nie będzie mu łatwo się tłumaczyć.
- Wróć do pokoju, kotku, widzę, że musimy jeszcze raz z moim 'kumplem' pogadać - zwrócił się do mnie i podał mi klucze.
Delilatnie pocałwałam go w policzek i popędziłam do sypialni. Chciałam jak najszybciej znaleć się pod kołdrą w objęciu ukochanego...

            KONIEC ROZDZIAŁU
Znów przestajecie komentować, przykro mi :'(
W takim razie rozdziały będą ukazywały się jeszcze rzadziej, 2 razy w tygodniu było by dobrze?
Przepraszam wiernych czytelników, ale wierzcie mi, nie jest mi łatwo pisać nowe rozdziały, a jeszcze brak komów bardziej mnie 'dobija'
Chcecie częściej rozdziały komentujcie. Przecież to noe boli. Z anonima też można, ale z tego nie korzystacie. No cóż, nie to nie :(
5 kom = niebawem next
Jak nie zaczniecie komentować, pomyślę nad zawieszeniem bloga.
A i mam pewien pomysł, zaufanym Czytelnikom napiszę na fb, na private. Chcę wiedzieć, czy jest dobry i czy jesteście za :)

czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdział 37

Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. On tyle dla mnie robi, naprawdę mnie kocha...
Lekko pocałowałam go w policzek i próbowałam się wydostać z jego mocnego uścisku.
Pomyślałam, że tym razem to ja mu zrobię śniadanie, przecież jakoś muszę mu się odwdzięczyć za to wszystko...
Kiedy już wstawałam z łóżka on momentalnie się zerwał.
- Gdzie się wybierasz? Chcesz mi uciec, piękna? Nigdzie cię nie puszczę - powiedział zaspany i pociągnął mnie za rękę.
Znów na nim wylądowałam. Ścisnął mnie tym razem jeszcze mocniej.
Posadził mnie sobie na kolanach. Delikatnie odgarnął kosmyk długich włosów, zachodzących mi na twarz i pocałował mnie w szyję.
- Gdzie chciałaś iść? - szepnął i oparł swój podbródek na moim obojczyku.
- Szłam do kuchni - usiłowałam mu to wyjaśnić
- No dobrze, ale następnym razem, jak będziesz chciała gdzieś pójść sama, to informuj mnie, proszę - jego zielone tęczówki zwrócone teraz były na moje źrenice.
- Uważasz, że chcę ci uciec? Nie ufasz mi, Harry? - zapytałam i odwróciłam głowę w stronę okna.
- Piękna, to nie o to chodzi, ja... ja się po prostu o ciebie boję, już kilka razy zostawiłem cię samą... Przecież wiesz, co by się stało, jeśli nie wróciłbym w odpowiednim momencie... - odpowiedział i delikatnie pocałował mnie w rękę.
- Kochasz mnie? - znałam odpowiedź...ale tak bardzo chciałam ten jego niski głos.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak. Ja nie umiem tego opisać. Ty jesteś dla mnie najważniejsza, rozumiesz? Najważniejsza... - powtórzył
Uśmiechnęłam się sama do siebie.
Z dnia na dzień coraz bardziej się w nim zakochiwałam. Nie wiem, co on w sobie ma, ale przyciąga mnie do siebie.
Ten jego szatański uśmieszek, zmienność, raz jest romantyczny, raz zgrywa bad boy'a, ale cały czas mnie komplementuje. On mnie tak docenia, przy nim, czuję się atrakcyjna, że ktoś mnie jednak kocha i że mam dla kogo żyć...
Od czasu, gdy go poznałam... tyle się zmieniło, a on, tyle lat minęło, on nadal jest taki sam.
Ufam mu bezgranicznie, jak nikomu innemu, może czasem zdarzają mu się wpadki, ale widzę, że on ich naprawdę żałuje i poprostu mu wybaczam...
                             ***
- Skoro teraz wiesz, gdzie mam zamiar iść, to mogę? - zapytałam i uśmiechnęłam się
- Teraz możesz, tylko weź ze sobą telefon i uważaj na siebie kotku - zgodził się
- Będę uważała.
Wziełam ze stolika w salonie swojego smartfona i wybiegłam na korytarz.
Zbiegłam po schodach i natknęłam się na...
A przecież mogłam zostać w domu... Znów problemy?... Co mnie jeszcze czeka?...

                 KONIEC ROZDZIAŁU
Jak tam święta? U mnie mega, dostałam torbę i zniszcz ten dziennik, a od siostry kalendarz z Londynem ♡♡♡ i książkę.
No ale nie przedłużam. Dziękuję za komentarze :)
5 kom = next jutro bądź w sobotę
A i jeszcze jedno, zdarza się, że zapominam o notatce do rozdziału. Tp tak, gdybym zapomniała dodać to zawsze 5 kom = next następnego dnia, bądź następnego następnego ( tak to się pisze? XD )
KOMENTUJCIE! ;**
            

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 36

Głęboko wciągnęłam powietrze i próbwałam unormować oddech. Już jestem bezpieczna, juź nic mi nie grozi. Harry jest ze mną, nikt mnie nie skrzywdzi...
Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Jedną ręką głaskał mnie po głowie, a drugą ocierał swoją krwawiącą, dolną wargę.
- Harry - powiedziałam i przytuliłam go.
- Nie płacz już - potarł ręką mój policzek.
- Ty krawawisz - wyjąkałam i spojrzałam na ranę
- Przeżyję - na jego twarzy pojawił się przenikliwy uśmiech.
- Gdzie masz apteczkę? - zapytałam i delikatnie dotknęłam jego czerwonych od uderzenia okolic oka.
- Tutaj - odpowiedział i wskazał palcem na drugą od góry szufladę.
Podeszłam do komody i wyciągnęłam z niej pudełko z opatrunkami. On w tym czasie położył się na łóżku.
Wyjęłam z niego wodę utlenioną i usiadłam obok niego.
- Tylko uważaj - uśmiechnął się i zamknął oczy
Bardzo uważnie przerarłam wodą zaczerwienione miejsca.
Zakręciłam buteleczkę i włożyłam ją do opakowania. Następnie wszystko odłożyłam tam, skąd to wzięłam.
Odwróciłam się i spojrzałam na chłopaka. On nadal miał zamknięte oczy.
- Już skończyłam - powiedziałam i uśmiechnęłam się
- Jak to? Ale mnie nadal boli - złapał się za policzek
- Hmmm no masz rację, szkoda tylko, że ranę masz z drugiej strony - zaśmiałam się
On wskazał palcem na (tym razem prawidłowy) policzek i dam znak, abym go tam pocałowała. Nachyliłam się nad nim, aby spełnić jego prośbę, ale on mnie wyprzedził. Złożył namiętny pocałunek na moich ustach i otworzył oczy. Położyłam się obok niego i przykryłam się kołdrą. Byłam bardzo zmęczona. Tyle płaczu, nerwów i strachu tego dnia doświadczyłam..
Chciałam tylko wtulić się w niego i odciąć się od wszystkiego, całego tego podłego świata...
Zamknęłam oczy i oparłam głowę o jego obojczyk.
- Dziękuję - wyszeptałam ledwie słyszalnie
- Nie ma za co, kikomu nie pozwolę cię skrzywdzić.
- Harry?
- Tak piękna?
- Co ty im zrobiłeś? - musiałam o to zapytać
- Nic poważnego, lekko ich tylko poturbowałem...
- Sam dałeś radę, przecież ich dwóch było? - byłam pod niezłum wrażeniem
- No wiesz... lata spędzone na siłowni i... - uśmiechnał się
- Mój bohater - szepnełam i pocałowałam go w policzek
Szybko zasnęłm...
Spałam krótko, cały czas sniły mi się jakieś koszmary.
Obudziłam sie rano mocno wtulona w Harry'ego...

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 35

Ręce mi się trzęsły, a ze strachu zaczął mnie boleć brzuch. Wpatrywałam się w ich pełnie nienawiści oczy i przełykałam ślinę. Panowała przeraźliwa cisza, która najwidoczniej nie miała końca. Mnie szczerze powiedziawszy to bardzo pasowało. Błądziłam wzrokiem po pokoju co trochę natrafiając na szaro- niebieskie oczy pana Louis'a, lub brązowe tęczówki pana Zayn'a.
- Nie masz prawa się z nimi zadawać...- powiedział pan Tomlinson, przerwywjąc milczenie
Zwróciłam wzrok w jego stronę, a łzy jeszcze bardziej cisnęły mi się do oczu.
- Za to co zrobiłaś, musisz zostać ukarana - wtrącił pan Malik.
Tortury... to o tym mówili? Znów cierpienie, płacz i szpital. Znów będę musiała oglądać zmartwionego Harry'ego, chodzącego w tę i w tamtą, ciągle targającego burzę loków na głowie i przygryzającego dolną wargę... Może znów przejdę operację, tylko dwa razy poważniejszą, a może tym razem chłopak nie zdoła mnie uratwać...?  Możw tym razem umrę... opuszczę ten świat i wreszcie będę szczęśliwa?
Ale ja nie chcę odchodzić...
A może... może jest jednak cień szansy, może nie mówią o biciu?...
Usiłowałam się uspokoić i dodać sobie otuchy. Jest szansa, że nie powtórzy się ta męka, którą przeżyłam zaledwie tydzień temu...
- Idziesz z nami na tortury - odrzekł smętnie, zupełnie pozbawionym jakiego kolwiek współczucia, troski, empatii... głosem pan Malik
- Tak, tym razem Hazz nas nie powstrzyma, zapłacisz za swoje - dokończył wypowiedź przyjaciela pan Tomlinson
Czyli jednak...
Odwróciłam głowę w stronę drzwi. Cały czas miałam nadzieję, że Harry wróci, że ich powstrzyma, że nie pozwoli mnie skrzywdzić.
No dalej Hazz, to jest tak chwila, ostatnia szansa na to, abyś mnie uratował. Rozumiesz? Ostatnia...
Zamknęłam oczy i poczułam, że ktoś mocno ściska mój nadgarstek. Otworzyłam powieki i zobaczyłam, że moją rękę trzyma pan Zayn.
Pociągnął mnie za sobą w stronę drzwi.
To już koniec. A może lepiej było nie wracać do domu? Pan Louis już położył dłoń na klamce, kiedy ktoś go wyprzedził.
Drzwi powoli się uchyliły. Ujrzałam... wiecie kogo?
Tak, tak mojego wybawcę...
Trzymał w ręce tacę z  naleśnikami i dwoma kubkami z herbatą. Kiedy zobaczył to, co się działo. Jedzenie momentalnie wylądowało na podłodze.
- Zostaw ją - warknął
Zauważyłam, że jego mięśnie się napięły, uśmiech z jego twarzy zanikł, a dłonie zacisnęły się w pięści.
Uścisk słabł, a po chwili byłam wolna. Wykorzystałam chwilę ich nieuwagi i podbiegłam do chłopaka. Złapał mnie za rękę isplutł nasze palce.
- Idź do sypialni kotku - szepnął i puścił mnie.
Wykonałam jego polecenie. Usiadłam na łóżku i otarłam łzy spływające mi po policzku.
Słyszałam krzyki, tłuczenie się i trzaskanie drzwiami.
Zamknęłam oczy i przykryłam się kołdrą. Oby tylko jemu nic się nie stało...
Kilka minut później drzwi do pokoju, w którym się znajdowałam uchyliły się i ktoś usiadł obok mnie. Nie otwierałam oczu. Bałam się, że to nie on...
- Już wszystko będzie dobrze - usłyszałam niski głos...

       KONIEC ROZDZIAŁU
Zapraszam do komentowania. Pamiętjacie każdy kom pomaga w pisaniu.
Czytasz = komentujesz
5 kom = pojutrze next, jeśli nie, za tydzień :)
KOMENTUJCIE!!! ;)

Rozdział 34

Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy.
- Kiedy ja zdążę choć połowę tego wszystkiego nałożyć? - zapytałam i odwróciłam się w stronę Harry'ego.
- Zdążysz, zdążysz, nie martw się - odpowiedział i uśmiechnął się.
Spojrzam na zegarek wiszący nad szafką. Była 20. Późno już, pomyślałam.
- Kotek, a co z tym wyjazdem? - usłyszałam głos chłopaka
- Kiedy chcesz jechać? - miałam nadzieję, że już o tym zapomniał, ale nie...
- Jak najszybciej... - odpowiedział
A było tak blisko... już myślałam, że dał sobie z tym spokój, niestety znów zaczął o tym mówić.
- Czyli kiedy?
- Nie wiem, może za dwa dni, co ty na to? - zaproponował
- Jak chcesz -  zgodziłam się
On podszedł do mnie i mocno mnie przytulił, znów mogłam usłyszeć bicie jego serca...
- Zrobię nam kolację, na co masz ochotę Diana?
- Na to samo co ty kotku - uśmiechnęłam się i usiadłam na łóżku.
- Zaraz wracam - odpowiedział i pocałował mnie w policzek
- Trzymam cię za słowo - zaśmiałam się i wyszłam z pokoju.
Weszłam do salonu i usłyszałam, jak zamykał za sobą drzwi. Usiadłam w fotelu i wzięłam do ręki telefon.
Włączyłam kontakty i wybrałam numer Danielle. Zadzwonić? Chciałabym z nią pogadać, ale dobrze wiem, że nie powinnam... No i co mam zrobić?
Nagle drzwi się gwałtownie otworzyły i ujrzałam przyjaciół Harolda.
Momentalnie nogi się pode mną ugięły, a łzy napłynęły do oczu.
Wiedziałam, co dalej będzie się działo...
Na chwilę przymknęłam oczy i przełknęłam ślinę.
Niepewnie spojrzałam na pana Tomlinson'a. Widać było, że jest wściekły. Ręce mu się trzęsły, a w  jego spojrzeniu było można wyczuć narastającą złość.
Powoli uchyliłam usta i próbwoałam wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.
- Ja...ja przeeprraszzam - wyjąkałam i przygryzłam dolną wargę.
Skierowałam wzrok na pana Malik'a. On także był wściekły. W tej chcwili jedyne o czym myślałam, to modliłam się, aby Harry wrócił do apartamentu.
Oni stali i patrzyli na mnie. Nie wiedzieli co mają zrobić. Z jednej strony chcieli, abym cierpiała, a z drugiej bali się reakcji Harolda...
Błagalnym wzrokiem poszukiwałam w ich spojrzeniu choć cienia litości...

          KONIEC ROZDZIAŁU
Przykro mi troszkę, że znów nie komentujecie, jest 4 komentarze, 34 miał być w piątek ale postanowiłam już dziś dodać. Pamiętajcie o komach!
Teraz mam czas więc rozdzały co dwa dni.
          5 kom = next w wigilię (albo jutro)
Komentujcie :)

czwartek, 18 grudnia 2014

Rozdział 33

Podpisaliśmy wszystkie dokumenty i byłam wolna.
Wyszliśmy na parking i podeszliśmy do samochodu. Harry otworzył drzwi i pomógł mi wejść do środka. Potem sam usiadł na miejscu kierowcy.
- No, wreszcie do domu - powiedział z uśmiechem odpalając maszynę
- Wreszcie - odpowiedziałam i także się uśmiechnęłam.
Całą drogę śmialiśmy się i rozmawialiśmy.
Podjechaliśmy pod szkołę. On wyszedł z auta i obszedł go dookoła. Otworzył moje drzwi i podeł mi rękę. Weszliśmy do środka, chłopak ciągle obejmował mnie ramieniem.
Długim korytarzem szliśmy do apartamentu.
Hazz wyciągnął z kieszeni czarnych jeansów klucze i wsadził je do zamka.
- Ach, jak ja tu dawno nie byłam - powiedziałam i usiadłam na kanapie.
- Chodź tu na chwilkę - odpowiedział i oparł się plecami o ścianę.
Podeszłam do niego, a on mocno mnie przutulił.
- Mam dla ciebie niespodziankę - szepnął i złapał mnie za nogi.
Wziął mnie na ręce i zasiósł do sypialni. Delikatnie położył mnie na łóżku i pocałował w policzek.
Następnie podeszedł do ogromnej, nowej szafy, której wcześniej tam nie było. Dopiero teraz zauważyłam, że chłopak zrobił remont.
- Patrz - uśmiechnął się i otworzył od niej drzwi. - to wszystko dla ciebie kotku. Wtedy kupiłem ci bardzo mało ubrań, a przecież jako przyszła pani Styles musisz wyglądać pięknie. - odrzekł i położył się obok mnie.
Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Byłam tak zdziwiona i troszkę zszokowana.
- Podoba ci się - zapytał widząc moje zmieszanie
Łzy napłynęły mi do oczu. Złapałam go za szyję i pocałowałam za uchem.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak - szepnęłam
Podniósł mnie i położył sobie na kolanach.
- Harry, a ty żartowałeś z tą panią Styles? - wtuliłam się w jego miękki niebieski sweter.
- Nie, nie żartowałem Diana - jego zielone tęczówki znów przeszywały mnie na wylot.
Jego oczy...
Mogłabym wpatrywać się w nie godzinami. Godzinami mogłabym siedzieć wtulona w niego, czuć zapach jego drogich, pięknych perfum. Nie chciałam go zostawiać, już nigdy. On nie żartował, może chce, żebym kiedyś została jego żoną...
Ciekawe, ciekawe...

        KONIEC ROZDZIAŁU

Przepraszam, że tak długo go nie było. Postaram się pisać troszkę szybciej. Dziękuję Wam bardzo za te wszystkie komentarze. To naprawdę mnie pociesza, tym bardziej, że od kilku tygodni, nie jest mi łatwo...
    Czytasz = komentujesz
5 kom = niedługo next
Jeśli nie za tydzień :)

wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział 32

Czy aby na pewno dobrze robię?
Czy warto tak zaryzykować? Dla niego... tak. Kocham go ponad życie i jeśli mi obiecuje, że wszystko będzie dobrze, to muszę mu zaufać.
- Zgadzam się - powiedziałam i na mojej twarzy znów pojawił się uśmiech.
- Naprawdę? To wspaniale, kotku! - krzyknął
- Ale obiecujesz, że mnie nie wygonią? - zapytałam już z powagą
- Obiecuję - odpowiedział i przytulił mnie
Nagle wszedł do sali lekarz.
- Dzień dobry. Mam dla państwa wspaniałą wiadomość, już dziś może pani wyjść do domu.
- Genialnie! Ale przecież miała wyjść za 3 dni? - ucieszył się mój chłopak
- Tak, to prawda, ale mamy już wszystkie wyniki badań i nie ma powodów, abyśmy dłużej tu panią trzymali. 
- To znaczy, że już mogę się pakować? - zapytałam z nadzieją, że odpowiedź na moje pytanie będzie brzmiała TAK.
- Oczywiście, musi pani tylko pójść jeszcze do recepcji i zgłosić, że opuszcza pani budynek. - poinformował nas dr. Firestone
Lekarz wyszedł, a my zajęliśmy się pakowaniem ubrań.
- No widzisz, już jesteś tylko moja - Harry podszedł do mnie i objął mnie w tali.
Po chwili rzeczy były już spakowane. Hazz wział torbę, a ja jeszcze pościeliłam łóżko. Kiedy wychodziłam pomyślałam: tyle złych wiadomości się w tej sali dowiedziałam, obym tu więcej nie wróciła. Odwrócilam się i po raz ostatni zamknęłam szklane drzwi. Szliśmy długim korytarzem mijając dzieciątki sal, w których leżli pacjenci. Trzymaliśmy się za ręce, a wszwscy siedzący na ławkach ludzie ciągle się do nas uśmiechali.
Tego wydarzenia na pewno nie zapomnę do końca życia.
Byliśmy już prawie przy rexeptacji, gdy podbiegła do nas jakaś mała dziewczynka.
- Haaarry....- wydukała i zaczęła płakać.
- Co się stało? - przeraziłam się
- To..to jest Harry Styles - wyjąkała
Ulżyło mi, na szczęście nic złego się nie stało.
- Chcesz autograf? - zapytał Hazz
- Takk
Podpisał jej się na etui telefonu i zrobił sobie z nią zdjęcie.
- A mogłaby pani sobie ze mna zrobić zdjęcie? - zwróciła się do mnie
Co? Nie wierzę...
- Naprawdę? - zapytałam
- Tak, proszę - odpowiedziała i ręką otarła z oczu łzy.
Harry wziął od niej telefon.
- No uśmiechnijcie się! - krzyknął
Po chwili zdjęcie było gotowe, poprosiła mnie jeszcze o autograf. Oczywiście jej go dałam...
Nigdy tego nie zapomnę, dałam mój pierwszy podpis. Wow...
A co jak kiedyś będę sławna, codziennie tłumy wiernych fanów będą chcieli zrobić sobie ze mną fotkę? Fajnie by było...
Jeszcze trochę z nią rozmawialiśmy, przedstawiła się nam i pokazała swoją salę, na której leżała.
Potem spowrotem poszliśmy do rejestracji...

          KONIEC ROZDZIAŁU
Przepraszam, żd tak długo go nie było, mam nadzieję, że rozumiecie czemu.
                  Pamiętajcie!
Czytasz = komentujesz
5 komentarzy = nie długo next ( dokładnie nie mogę podać daty)
Jeśli nie, 33 w sobotę :(

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Hej :(

Hej wszystkim, mam dla Was smutną wiadomość. Nowe rozdziały będą ukazywały się troszkę rzadziej. Myślałam nad tym, aby było to tylko raz w tygodniu, ale zrozumiałam, że nie mogę tego zrobić. No więc, doszłam do wniosku, iż co dwa lub trzy dni, jednakże dopoero po godzinie 22.00 będę je wstawiała.Chcecie wiedzieć dlaczego? Zaraz wszystko Wam wyjaśnię...
Pamiętacie, jak przy którymś z rozdziałów wspominałam, że mam konkurs z przyrody, no właśnie... nie przeszłam go i moi rodzice są na mnie wsciekli. Wczoraj cały dzień na mnie krzyczeli i powiedzieli, że mam zawiesić bloga, albo najlepiej go usunać... Nie moge, to jest dla mnie zbyt ważne, tłumaczyłam im, ale nie słuchją.
Zupełnie jak Harry, kiedy Diana prosiła go, aby nie kupował jej tylu ubrań... XD albo kiedy prosiła go, aby na noc wracał do apartamentu.
Będę pisała dalej, w każdej wolnej chwili, ale nie będę miała wystarczająco dużo czasu, aby dodawać je codziennie. Dlaczego dopiero po 22?
Już kilku z Was to wyjaśniałam, wtedy najlepiej mi się tworzy i tyle, a poza tym, to teraz noc, to będzie jedyny moment, w którym kiedy jestem w domu mogę pisać nowe rozdziały.
Co musicie zapamietać, żeby być ze mną na bieżąco?
1. Codziennie sprawdzajcie, czy nie ma nowego rozdziału
2. Jeśli rozdział się pojawi to na pewno po 21, a może nawet 22.
3. Nie zawsze będę dotrzymywała słowa, jeśli chodzi o sumienność, mam nadzieję, że rozumiecie czemu.
4. Pamiętajcie, że wszelkie pytania, możecie zadawać mi na fb, twitter i instagram
* mój tt:    love_youLiam93
* mój ig:     mrs_tomlinson_91
Fb to Martyna Gazda, jestem na telefonie i nie znam linku, ale w komentarzach możecie podać mi swój link a ja do Was napiszę.
Mam nadzieję, że mnie rozumiecie, to nie jesf moja wina...

Wasza M.
xxx.

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 31

To znaczy, że naprawdę mu zależy? On faktycznie chce mnie przedstawić swoim rodzicom... Może Elka i Dan miały rację? Może on się w mnie tak bardzo zakochał... jak w żadnej dotąd innej dziewczynie.
Tonęłam w tysiącach myśli...

                     ***

- No to jak będzie z tym wyjazdem - jego głos wybudził mnie z zamyślenia.
- Hazz ja... - nadal bałam się, że państwo Styles mnie nie zaakceptują.
- Dlaczego? Przecież przy mnie czujesz się tak pewnie, dlaczego uważasz, że to jest zły pomysł? - usiłował mnie do tego przekonać
Ale co będzie jak tam pojedziemy? Jak czarny scenariusz, który wymyśliłam sprawdzi się i zacznie to wszystko się dziać naprawdę? Jego rozdzice wygonią mnie stamtąd...a on? Co on zrobi? Zostanie z nimi, a ja sama w tak wielkim mieście jak Londyn? Bez pieniędzy, pracy i domu? Gdzie ja się podzieję? Co ja mam teraz zrobić?... A jak mu to opowiem? Pewnie zezłości się na mnie jeszcze bardziej i tak, czy siak mnie zostawi. Tu chociaż mam gdzie spać, a tam?
- Diana, no proszę. - nie ustępował
- Mógłbyś na chwilę wyjsć, chcę to przemyśleć. - prosiłam i wpatrywałam się w jego duże, zielone oczy.
- Oczywiście - odpowiedział i wstał z krzesła
Kiedy wyszdeł nie wytrzymałam. Łzy powoli spływały mi po policzku.
No i co teraz? On liczy, że to przemyślę, zgodzę się i wszystko będzie dobrze... Ale czy na pewno? Usiadłam na łóżku i oparłam głowę o parapet. Siegnęlam ręką po telefon leżący na stoliku. Już odblokowałam klawiaturę i wybrałam numer do Elki, gdy przymomniałam sobie wczorajszą rozmowę...
Nie mogę z nimi porozmawiać, nie mogę z nim tam pojechać... Co jeszcze zrujnuje moje życie, które zaczynało się układać?...
Spogladałam przez szklane drzwi na korytarz. Harry chodził w tę i spowrotem, ciagle targajac swoje brazowe, bujne loki i przygryzajac dolną wargę. Na jego widok łzy jeszcze bardziej cisnęły mi sie do oczu. Widziałam jego zmieszanie i zdenerwowanie. Nie takiej odpowiedzi oczekiwał... Co miałam na to poradzić? W końcu podjełam ostateczną decyzję. Znow spojrzałam w jego stronę i dałam mu znak, aby wszedł do środka.
Wszedł do sali, zamykajac za sobą drzwi.
- Zgadzasz się? - zapytał i jak zwykne usiadł na krześle.
No Diana, dasz radę, ciągle powtarzałam w myślach.
Wpatrywałam się w jego zielone teczówki i odpowiedziałam...

              KONIEC ROZDZIAŁU
Znów przestajecie komentowac :(
Nie zależy Wam na nowych rozdziałach?
5 kom = jutro 32
Jesli nie, nowy pojawi sie w środę, przykro mi :(

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 30

Czułam, że mogę mu bezgranicznie zaufać, że on mnie kocha równie bardzo jak ja jego. Przestałam się już go bać. Robiłam się coraz śmielsza. Wiedziałam, że, mogę podejść do niego, przytulić się i powiedzieć, co mnie trapi, a on mnie zrozumie i zrobi wszystko, że mi pomóc.

                                  ***

Usiadł na swoim miejscu i przyglądał się mi.
- Z czego tak się cieszysz? - zapytałam
- Z tego, że mam najwspanialszą dziewczynę na świecie - odpowiedział i uśmiechną się.
- Oj weź przestań - zarumieniłam  się
- Ale to prawda, nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo cię kocham.
- Ja ciebie też bardzo kocham Hazz.
- Może pojedziemy do moich rozdziców, co ty na to? - zaproponował
Zszokowało mnie. Znaliśmy się od 12 dni, a on już chce przedstawić mnie swoim rodzicom...
- Hazz, ja nie wiem, czy to jest dobry pomysł. - powiedziałam nieśmiało, troszkę bałam się jego reakcji.
- Ale dlaczego? - zrozumiałam, że nie takiej odpowiedzi oczekiwał...
- Harry, obawiam się, że oni...
Jak mu powiedzieć, że nie chcę z nim tam jechać? Boję się...
- Co oni? Boisz się, prawda? - uśmiech z jego twarzy powoli znikał
- Co ja mam ci na to odpowiedzieć? - zapytałam, a łzy napłynęły mi do oczu.
- Diana... Diana, kotku, nie ufasz mi... - spuścił głowę i zacisnął pięści.
-  To nie jest tak...- usiłowałam mu wytłumaczyć, że ja poprostu wiem...oni mnie nie zaakceptują...
- To w takim razie jak? - zdenerwował się
Jego zielone tęczówki przeszywał mnie na wylot.
Widziałam tylko jak coraz bardziej się złości.
Złapałam go za rękę i delikatnie potarłam jego policzek... Kiedy go dotykałam uspokajał się.
- Nie denerwuj się - prosiłam
- Przepraszam, ja nie jestem przyzwyczajony do tego, że ktoś się mi sprzeciwia. Każdy się mnie boi, to ja dyktuję warunki, a ty...
- Widzisz, teraz żałujesz, że pozwoliłeś na to, abym tak się do ciebie zbliżyła - odpowiedziałam i zwróciłam wzrok na okno.
Zrobiło mi się przykro, chociaż byłam przyzwyczajona do tego, że w końcu się na mnie pozna i zacznie mnie traktować tak jak inni.
- Tu nie chodzi o to, ja bardzo się cieszę. Kocham cię i nie pozwolę, aby ktoś mi ciebie odebrał. Ja chcę tylko, żebyś była szczęśliwa. Jestem pewnien, że rodzice od razu cię polubią. Zależy mi na tobie jak na nikim innym, rozumiesz? Mówiłem ci już, że do ciebie mam szacunek, tobie pozwalam zwracać się do siebie po imieniu i  tylko z tobą pragnę być. Potrzebuję twojej bliskości Diana...

                     KONIEC ROZDZIAŁU
Bardzo Wam dziękuję, za te wszystkie komentarze. Ale mam jeszcze jedną prośbę, mianowicie, czytasz = komentujesz. Komentujcie nawet z anonima, chcę wiedzieć mniej więcej ile osób czyta moje opowiadanie. Proszę to jest dla mnie naprawdę ważne, liczę na Was.

środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 29

Przez dłuższy czas nic się nie odzywałam.
- Halo? Diana? Jesteś tam? - pytały
Usiadłam na łóżku. Płakałam i trzymałam telefon w ręce. Po chwili wrócił Harry. Przyniósł dwa kubki kakao. Postawił je na stoliku i wyją z mojej dłoni komórkę.
- Tu Harry, Diana teraz nie może gadać, jutro zadzwoni. - powiedział i rozłączył się. Położył smartfona na kołdrze.
- Kotku, co się stało? One coś ci powiedziały? Już ja się z nimi policzę! - krzyknął i usiadł na krześle.
Ja nadal nic nie mówiłam. Nie słuchałam go, byłam pogrążona w czarnych myślach. 
- Diana, myszko! - zaczął się denerwować.
Wreszcie uklęknął przed łóżkiem i przulilił mnie tak mocno, że mogłam usłyszeć bicie jego serca. Zamknęłam oczy i znów poczułam się bezpieczna. Lekko uchyliłam usta, aby powiedzieć mu co się stało.
- Piękna, proszę...- szepnął mi na ucho
- Hazz, dlaczego mi nie powiedziałeś, że Danielle i Elka to dziewczyny twoich przyjaciół? - zapytałam
- Zapomniałem, z resztą myślałem, że same cię o tym poinformują - tłumaczył
- Nie mogę się z nimi dłużej przyjaźnić. Gdyby pan Tomlinson i pan Malik się o tym dowiedzieli...
- Nic by ci nie zrobili. Nie pozwolę na to, rozumiesz? Nie pozwolę... - odpowiedział i pocałował mnie w głowę.
- Obiecujesz?
- Już nikt cię nie skrzywdzi.
Chłopak podał mi kubek z napojem.
Spojrzałam na telefon. Była już 23.
- Wracaj do domu, kotku - uśmiechnęłam się, ale w oczach nadal miałam łzy.
- Znowu zaczynasz? Mówiłem już, że nigdzie nie idę.
- Ale... - w tym momencie mi przerwał
Wstał z krzesła i podszedł do mnie. Zaczął mnie całować. Do sali weszła pielęgniarka. Uśmiechnęła się tylko i wyszła. My nawet na nią nie zwracaliśmy uwagi. W końcu przerwał. Wrócił na swoje miejsce...

           KONIEC ROZDZIAŁU
Bardzo Wam dziękuję. Naprawdę zależy Wam na nowych rozdziałach. Aż chce się pisać! Next za 3 komentarze. Niestety najprawdopodobniej pojawi się copiero jutro, ponieważ dziś nie mam czasu :)

Rozdział 28

Podszedł do łóżka, a ja lekko cmoknęłam go w  policzek.
- Tylko tyle? - zapytał z szatańskim uśmiechem
- A co chciałbyś więcej? - także się uśmiechnęłam
W tym momencie on ujął ręką mój policzek i zaczął mnie namiętnie całować.
Kiedy skończył  z powrotem usiadł na krzesło.
- Rozmawiałem z lekarzem - powiedział z powagą
- I co? - miałam nadzieję, że niedługo stąd wyjdę
- Za tydzień wrócisz do mnie.
- Cieszysz się?
- Nawet nie wiesz jak.
Była już 21. Chciałam, aby znów nie nocował tu, żeby wrócił do domu.
-  Hazz, wracaj do apartamentu na noc, proszę.
- Nie zostawię cię tutaj samej.
- Proszę, niepotrzebnie przez mnie cierpisz.
- Nie cierpię, poprostu boję się o ciebie. Już raz cię zostawiłem i co? Przeszłaś operację...
- Proszę, idź...
- Nie...
- Proszę...
- Nie pójdę...
- Co mam zrobić, żebyś poszedł?
- Tak, czy siak nie pójdę... więc rób co chcesz...
Dłużej się z nim nie spierałam. Chciałam, żeby wrócił do szkoły, ale bardzo się cieszyłam, że faktycznie się o mnie martwi.
- Zaraz wracam - powiedział i wyszedł z sali.
W tym momencie przypomniałam sobie o obietnicy złożonej dziewczynom. Nie wiele myśląc sięgnęłam po telefon ładujący się na stoliku obok mojego łóżka. Odblokowałam klawiaturę i wybrałam numer do Danielle.
Zadzwonić czy nie? Przecież obiecałam...
- Halo? - zapytał głos w słuchawce
- Halo, Danielle - wolałam upewnić się czy to ona.
- Tak, rozmawiałaś z nim Diana - przyjaciółka pd razu mnie rozpoznała.
- Rozmawiałam, właśnie dlatego dzwonię.
- Co mówił? Opowiadaj! - niecierpliwiła się
- Już, już, tylko jest z tobą Elka?
- Jest, dobrze, że przypominasz, wezmę cię na głośno mówiący.
- Hej Diana! - usłyszałam Eleanor
- Hej - odpowiedziałam
- No mów, wiesz, jak jesteśmy ciekawe - wtrąciła Dan
- Okey. Zapytał, czy chcę zostać jego dziewczyną...- zaczęłam spokojnie
- OMG, zgodziłaś się prawda - krzyknęła Ela
- Oczywiście, że się zgodziłam... - prawie krzyknęłam z radości.
- Gratulacje - ucieszyła się Danielle
- Kiedy powiedziałam TAK wybiegł z sali, a po chwili wrócił z bukietem róż dla mnie...
- To takie romantyczne... - wzruszyła się Eleanor
- No...Hazz traktuje cię jak księżniczkę. Szkoda, że nasi królewicze nas olewają - zasmuciła się Dan
- Jak to, to wy macie chłopaków? - bardzo mnie zaskoczyły.
- Tak, ja jestem dziewczyną Louis'a, a Dan dziewczyną Zayn'a.
Zamurowało mnie. Co ja teraz miałam zrobić? Łzy napłynęły mi do oczu. Jeśli panowie z One Direction dowiedzą się,że przyjaźnię się z ich dziewczynami... skarzą mnie na tortury... Mam przestać się z nimi zadawać? Powoli wszystko się zaczęło układać, a tu nagle takie coś...

         KONIEC ROZDZIAŁU

Dziękuję za to, że zależy Wam na kolejnych rozdziałach. Następny pojawi się jutro, jeśli pod tym będzie conajmniej 3 komentarze. Jeszcze raz dziękuję ;**

wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 27

Rozmawiałyśmy dość długo, o wszystkim, dosłownie wszystkim. Czułam, że się rozumiemy i coraz bardziej się zaprzyjaźniamy. Może w końcu będę miała komu się wyżalić?
Znów zeszłyśmy na temat Harry'ego.
- Wiesz, jak on się o ciebie bał...- zaczęła Elka
- No, Eleanor ma rację, próbował przed tobą ukryć swoje zdenerwowanie, ale kiedy weszłaś na salę operacyjną zaczął płakać. Wątpił, czy zabieg się uda... - wtrąciła Danielle
- Cały czas siedział pod salą i czekał na ciebie...- powiedziała Ela
- On tak bardzo cię kocha - skończyła Dan
- Naprawdę? - niedowierzałam
- Tak, on tylko zgrywa takiego twardziela. - odpowiedziała Eleanor
Nigdy nie pomyślałabym, że on się we mnie zakocha. Wow, aż trudno mi w to uwierzyć... Ale o co on chciał mnie zapytać? Byłam strasznie ciekawa. Nie mówię, że chciałam aby dziewczyny już poszły, ale z drugiej strony chciałam, abyśmy z Harrym wreszcie skończyli tą rozmowę. Zupełnie przestałam ich słuchać, teraz zajęta byłam rozmyślaniem o tym, o co mu chodziło.
- To my już idziemy - usłyszałam głos Danielle
- Właśnie zawołamy tu tego kochasia - zaczęła się śmieć Elka
- Zadzwoń do nas, jak z nim pogadasz, damy ci nasze numery telefonów -  zaproponowały przyjaciółki.
Odblokowałam smartfona i weszłam w kontakty.
- Mój to 695016091a Elki to 609177178 zapisałaś?
- Okey zapisałam.
- To cześć czekamy na telefon, tylko nie zapomnij - pożegnały się ze mną
- Nie zapomnę pa pa - krzyknęłam kiedy zamykały drzwi.
Przez szkło widziałm jak chwilę rozmawiają z Harry'm. Kiedy odeszły on wszedł do środka. Podszedł do mojego łóżka i pocałował mnie w policzek. Następnie usiadł obok mnie na krześle.
- To na czym skończyliśmy...- zaczął
- Miałeś mnie o coś zapytać - uśmiechnęłam się
- No tak. Diana, kocham cię, czy zostaniesz moją dziewczyną? - widziałam jak bardzo był zdenerwowany
- Hazz...ja...- nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy
- Powiedz tak, proszę.
Oboje wpatrywaliśmy sobie w oczy.
- Ja... tak, zostanę - odpowiedziałam i do oczu napłynęły mi łzy.
- Dziękuję - powiedział i wybiegł z sali.
Po chwili wrócił. W ręce trzymał bukiet czerwonych róż.
- Dziękuję - powtórzył i wręczył mi kwiaty.
- To ja dziękuję Harry - powiedziałam i uśmiechnęłam się - podejdź bliżej, coś ci się chyba za to należy.
Zrobił to o co poprosiłam...

                KONIEC ROZDZIAŁU

Znów mam prośbę. Jeśli nie będzie tu 3 komentarzy, nowy rozdział w niedzielę. Jeżeli nadal będzie po 1 komie, rozdziały będą się pojawiały raz w tygodniu.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 26

Wszędzie świeciły lampy. Strach znow powrócił, lada chwila miała rozpocząć się operacja.
- Teraz wprowadzimy panią w stan narkozy - powiedziała pielęgniarka
Jeszcze bardziej się przeraziłam.
- A co będzie, jeśli się nie wybudzę? - zapytałam
- Na pewno się pani wybudzi, proszę się nie martwić - zapewniał doktor
Z oczu popłynęły mi łzy. Po chwili usnęłam. Nie pamiętam nic, co działo się na sali operacyjnej, bo przecież jak można pamiętać, skoro było się nieprzytomnym. Obudziłam się już w sali po operacyjnej. Koło mnie ze spuszczoną głową siedział Harry.
- Haarryy - powiedziałam gdy tylko go ujrzałam
On momentalnie słysząc mój głos uniósł do góry głowę i uśmiechną się.
- Widzisz, mówiłem, że wszystko będzie dobrze - jeszcze szerzej ukazał swoje białe zęby. - oj, nawet sobie nie wyobrażasz, jak ja się o ciebie martwiłem.
Lekko potarłam jego policzek. Gdy dotykałam jego skóry, on ujął moją dłoń i pocałował ją.
- Kochm cię - wypowiedział niepewnie
- Co? - czułam się tak, jakby cały świat stanął go góry nogami. Wtedy, wtedy, kiedy był zupełnie pijany, on mówił prawdę...
Znów łzy napłynęły mi do oczu, na szczęście z radości, nie smutku.
- Kocham cię Diana - powtórzył, tym razem głośniej i wyraźniej
- Harry ja... - chciałam wyznać mu moją miłość do niego - ja...ja ciebie też ko...
Przerwał mi, wstał z krzesła, podszedł do mnie i pocałował mnie. Nie chciałam aby kończył, to mogło trwać wiecznie. Kiedy przestał ponownie usiadł na krzesło i na jego twarzy znów rozpromieniał uśmiech.
- Zostaniesz...- zaczął, ale nie skończył, bo do sali weszł Danielle wraz z Elką.
- Hej, jak tam? - zapytały
- Już w miarę dobrze.
- Hazz, idź sobie stąd, chcemy pogadać - powiedziała Eleanor
- Dobrze, już dobrze, idę, naszą rozmowę dokończymy potem - odpowiedział i puścił do mnie oczko
Uśmiechnęłam się i machnęłam ręką, aby zamkną za sobą drzwi.
- Ooo widzę, że tu romans rozkwita - zaczęła się śmiać Elka
- Właśnie, właśnie, opowiadaj, o co mu teraz chodziło - wtrąciła Danielle
- Jeszcze nie wiem, bo mu przerwałyście - odpowiedziałam...

                 KONIEC ROZDZIAŁU
Pzykro mi trochę, że wcale nie komentujecie ( prócz Weroniki ♡ ) więc jeśli nie będzie tu przynajmniej 3 komentarzy nowy rozdział pojawi się dopiero w sobotę. Jeżeli nadal pod każdym postem będzie tylko 1 kom, rozdziały będą pojawiały się niestety raz w tygodniu. Przykro mi.

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 25

Była już około 21. Nadal czekałam na Harry'ego. Minęły dwie obiecane godziny, a jego nie było. Byłam bardzo śpiąca. To wszystko powoli mnie wykańczało. Raczej już nie przyjdzie, pomyślałam. Po chwili zamknęłam oczy i zmorzył mnie sen. Ciągle jednak się budziłam. Strasznie się stresowałam. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam go siedzącego na krześle obok mojego łóżka. Też spał. Uśmiechnęłam się i delikatnie pogłaskałam go po głowie. Uspokoiłam się trochę. Czułam, że on jest ze mną i, że boi się tej operacji równie bardzo jak ja. Nie spałam już do rana. Hazz obudził się o 8. Spojrzał na mnie i powiedział:
- Witaj piękna.
- Cześć, czemu tutaj byłeś całą noc? Przecież mogłeś wracać do apartamentu.
- Nie mógłbym spać. Tęskniłem za tobą.
- No, ale...
- Bez żadnych ale, kotek. Nawet nie wiesz, jak bardzo się o ciebie martwię.
Uśmiechnęłam się tylko. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Przez szkło zauważyłam, że to Danielle.
Weszła do środka i usiadła obok Harolda.
- Hej, co się stało? - zapytała
- Hej, miałam krwotok wewnętrzny, dzisiaj mam operację - odpowiedziałam i do oczu napłynęły mi łzy
- Mógłbyś nas zostawić same? - zwróciła się do chłopaka
- Oczywiście, zadzwonię po Louis'a. - powiedział i wyszedł
Zostałyśmy same.
- No, nie płacz Diana, wszystko będzie dobrze. - zaczęła mnie pocieszać
- A jak nie będzie?
- Będzie zobaczysz, a tak w ogóle to chciałam ci powiedzieć, że jeszcze nigdy wcześniej nie wiedziałam Harry'ego tak zakochanego. Całą noc tu był?
- Tak, mówiłam, żeby poszedł do szkoły, ale mnie nie słuchał.
- Wow, on tak się o ciebie boi. Może wreszcie ustabilizuje swoje życie, znajdzie stałą dziewczynę, będziecie razem, i wszystko będzie wspaniale.
- Nie będziemy, ja niepotrzebnie wtrącam się w jego życie. Nie powinnam nawet z nim zamieszkać.
- Powinnaś. Nawet nie wiesz, jak go zmieniłaś.
- To znaczy?
- On był zupełnie inny, a raczej nadal taki jest, wiesz, przeklina, bije się, jest takim, jakby to powiedzieć ''bad boy'em''. Dla każdej dziewczyny, jaką miał, a było ich dużo, dużo uwierz mi, był troszkę chamski. Nie interesował się nimi. Nie kochał ich, a teraz, jest nie do poznania. Opiekuje się tobą, wydaje na ciebie pieniądze, on cię po prostu kocha.
- Naprawdę tak uważasz?
- No tak.
Zdążyłam już zapomnieć o wszystkich problemach, o operacji i szkole. To co powiedziała utkwiło mi w pamięci. Godziny mijały, a o 16 miał zacząć się zabieg. Hazz i Danielle ciągle podtrzymywali mnie na duchu. Powtarzali, że wszystko będzie dobrze, że za kilka godzin się zobaczymy.
Punktualnie o 16 do sali wszedł dr. Firestone.
- Gotowa jest pani? - zapytał
- Taakk..- odpowiedziałam ze łzami w oczach.
Spojrzałam na Harry'ego. Podszedł do mnie i zaczął:
- Diana, wszystko będzie, uśmiechnij się. Będę tu na ciebie czekał, zaraz się zobaczymy, a potem wrócimy do szkoły. Zwolnisz się z pracy...
- Boję się - szepnęłam i przytuliłam się do niego
Pocałował mnie... tym razem nie w policzek... w usta.
Zatkało mnie. Ale z drugiej strony zupełnie przestałam się denerwować.
- Musimy już iść - przerwał nam lekarz
Wjechałam na salę operacyjną leżąc na łóżku. Ujrzałam tylko świecące lampy...


piątek, 5 grudnia 2014

Rozdział 24

Załamałam się. Teraz? Teraz, kiedy moje życie choć trochę się ustatkowało spotyka mnie takie coś? Co miałam zrobić? Musiałam przejść tą operację.
- Zawołam lekarza - powiedział Hazz i wyszedł
Bardzo się bałam. A jeśli coś pójdzie nie tak?
Po chwili Harold wrócił wraz z doktorem.
- Rozumiem, że wyraża pani zgodę? - zapytał dr. Firestone
Spojrzałam na chłopaka.
- Tak wyrażamy - odpowiedział za mnie
- Dobrze, ale mamy mały problem, ponieważ w miejscu, gdzie powinien znajdować się podpis osoby za panią odpowiedzialnej, nie ma nic. Jest pani nie pełnoletnia, więc zabieg nie może być bez tego przeprowadzony.
- Mogę pana prosić na chwilę? -  poprosił Harry
- Naturalnie.
Wyszli na korytarz. Następnie poszli do gabinetu lekarza. Po około 10 minutach powrócili.
- W takim razie wszystko załatwione, proszę się tu jeszcze podpisać - powiedział doktor i podał mi dokument wraz z długopisem
Przeleciałam wzrokiem po kartce. Zatkało mnie. Chcecie wiedzieć co zobaczyłam?
1.Czy zobowiązuje się pan/pani do poniesienia jakich kol wiek kosztów niezbędnych do operacji oraz leków, które pacjent będzie musiał zażywać tuż po zabiegu?
(Pod spodem drukowanymi literami było napisane)
TAK ZOBOWIĄZUJĘ SIĘ DO WSZYSTKIEGO, CO MIAŁO BY SIĘ PRZYCZYNIĆ DO WYZDROWIENIA DIANY PARKE.
2. Czy rozumie pan/pani, powikłania mogące wystąpić podczas jak i po zabiegu?
(Znów zobaczyłam odpowiedź)
TAK ROZUMIEM.
3. Czy zobowiązuję się pan/pani do sprawowania opieki nad pacjentem, po operacji?
OCZYWIŚCIE, ZAPEWNIĘ JEJ WSZYSTKO, CZEGO TYLKO BĘDZIE  POTRZEBOWAŁA.
4. Czy wyraża pan/pani zgodę na planowany zabieg?
TAK WYRAŻAM.
Na samym końcu ujrzałam:
Podpis opiekuna:
Harry Styles
Szybko wzięłam do ręki długopis i także złożyłam podpis w wyznaczonym do tego miejscu.
- Wspaniale, wszystko gotowe. Operacja odbędzie się jutro - powiedział dr. Firestone i wyszedł.
Zostaliśmy sami.
- Nie musiałeś.
- Musiałem, mówiłem już, że jesteś dla mnie najważniejsza.
- Jesteś cudowny, jak ja ci to wszystko wynagrodzę.
- Po prostu nigdy mnie nie zostawiaj.
Delikatnie wziął mnie za rękę.
- Hazz... boję się. - łzy napłynęły mi do oczu
- Ja też, ale musimy wierzyć, że wszystko będzie dobrze.
- A jak nie będzie?
- Będzie zobaczysz.
Uśmiechnął się i przytulił mnie.
- Przyniosłem ci telefon - powiedział i wyjął z kieszeni spodni komórkę.
- Dziękuję - odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
- Muszę wracać do szkoły, ale będę za 2 godziny.
Po korytarzu ciągle chodzili ludzie, a ja sama leżałam w sali. Myślałam nad sensem życia. Nie chciałam jutra...



czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział 23

Nie mogłam oderwać wzroku od jego przeszywających, zielonych oczu.
- Ja... nie wiem od czego zacząć...
Nie przerywałam mu.
- Ja wiem, jak się czujesz. Chcę ci pomóc...
Czyli jednak to nie miłość. Posmutniałam. O czym on w takim razie gadał?
- Skąd wiesz? Hazz, ty tego nie rozumiesz... - powiedziałam
- Może nie przeżyłem tego co ty, ale ktoś bardzo mi bliski...
Ktoś z jego rozdziny też przechodził takie piekło? Bał się zapytać. Zamilkłam i zwróciłam wzrok na podłogę.
- Wiem, że chcesz, się dowiedzieć więcej, ale to potem - odpowiedział tak, jakby czytał mi w myślach.
Uśmiechnął się i złapał mnie za rękę.
- Bardzo dużo dla mnie znaczysz, wiesz. - odrzekł
Co? Czyli jednak? Nie możliwe! Wiem, że to co powiedział nie dosłownie znaczy, że mnie kocha, ale...
Tą wspaniałą chwilę przerwał nam doktor.
- Mamy pani wyniki badań. Nie jest najlepiej.
- Jak to, przecież mówił pan, że za niedługo stąd wyjdzie? - przeraził się Harry
- Nie mieliśmy wszystkich badań. Teraz możemy stwierdzić słuszną diagnozę.
Spojrzałam na Harolda. Wyraz jego twarzy wyraźnie wskazywał, że bardzo się denerwuje.
- No niech pan mówi! - krzyknął
- Niech pan się uspokoi, to jest szpital, pacjenici muszą mieć spokoj.
Delikatnie potarłam jego policzek. Jego mięśnie się rozluźniły. Kiedy go dotykałam uspokajał się.
- Dobrze, jak już wspominałem, nie jest najlepiej. Nie wiem, co się stało i nie chcę ingerować w pani życie prywatne, ale po obrażeniach, jakich pani doznała...
- Nic takiego się nie stało - próbowałam załagodzić sprawę, za żadne skarby nikt nie mógł się dowiedzieć, że byłam torturowana.
Harry lekko przygryzł dolną wargę. Ścisną moją rękę. Wiedziałam, że możemy spodziewać się najgorszego.
- Miała pani krwotok wewnętrzny oraz ma pani pękniętą śledzinę. Konieczna jest operacja.
Rozpłakałam się, z resztą nie tylko ja, Hazz odwrócił głowę, aby ukryć łzy.
- Im szybciej się ona odbędzie, tym większe szanse, na zabieg bez zbędnych powikłań. Niech państwo się zastanowią, niebawem wrócę z dokumentami.
Wyszedl i zamknął drzwi.
- Gdybym wtedy...
- Przestań, przecież to nie jest twoja wina, gdybym rozniosła te talerze, to może do niczego by nie doszło.
- Tak, ale to ja zacząlem cię obmacywać. To ja tu powinienem być, nie ty.
- Nie możesz tak mówić, musisz żyć, masz przyjaciół, rodzinę, miliony fanek na całym świecie, a ja, za mną nikt nie będzie tęsknił, jak odejdę na tamten świat.
- Ja będę, rozumiesz, nie dam sobie rady, gdyby ci się coś stało, to, pewnie popadłbym w alkocholizm, albo nawet się zabił.
- Hazz, ja nie jestem tego warta.
- Jesteś, jesteś dla mnie najważniejsza...

środa, 3 grudnia 2014

Rozdział 22

Znów czułam się bezpieczna.
- Co mówił lekarz? - pytał
- Za kilka dni będę mogła wrócić do pracy - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Nie wrócisz do pracy, nie pozwolę na to.
- Ale Hazz...
- Nie i koniec...
Łzy napłynęły mi do oczu. Dlaczego on nie mógł zrozumieć, że muszę pracować? - Nie mogę być ciągle na twoim utrzymaniu. - tłumaczyłam
- Nie płacz Diana, przecież wiesz, że chcę dla ciebie dobrze. Wiesz też, że jestem milionerem...
- To wcale nie znaczy, że masz za mnie płacić.
- Chcę, chcę, abyś była szczęśliwa.
- Jestem, odkąd cię poznałam, odkąd tak się mną opiekujesz, Harry ja naprawdę jestem szczęśliwa...
- Nie będziesz pracowała, zapomnij.
Rozpłakałam się. Jasne było, że jeśli teraz się zwolnię, to nie przyjmą mnie ponownie. A jeśli mu się znudzę? Jeśli zrozumie, że nie jestem jego warta? Co ja wtedy zrobię?
- Dlaczego mi to robisz? - zapytałam wpatrując mu się w jego zielone tęczówki.
- Ja nie chcę dla ciebie źle, przyrzekam.
- Mógłbyś wyjść, chcę chwilę zostać sama - poprosiłam
- Oczywiście, będę przed salą. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
Zostałam sama. Zaczęłam tonąć w tysiącach myśli. Z jednej strony, miał rację, jednak kiedy usiłowałam sobie to wbić do głowy, nasuwały mi się inne pomysły. Jeśli mnie oszukał? Za moment znajdzie sobie inną? Przecież on jest gwiazdą, a ja zwykłą...
Ze łzami w oczach spoglądałam przez szklane drzwi, na niego. Błąkał się po korytarzu. Chodził w tę i w tamtą. Bardzo się denerwował. Zaufać mu, czy nie? Do środka weszła pielęgniarka.
- Przepraszam panią, tamten pan, w czarnych rurkach i niebieskiej koszuli w kratkę pyta, czy może wejść. Przedstawił sie jako pani narzeczony.
Hazz patrzył przez szkło. Skinęłam do niego głową, na znak, że może wejść.
Pielęgniarka wyszła, a Harold podszedł do mojego łóżka.
- To co? - zapytał - zgadzasz się?
- Obiecujesz, że mnie nie oszukasz?
- Tak, obiecuję, nie potrafię tego zrobić.
- Zgadzam się - powiedziałam i na mojej twarzy pojawił się uśmiech. - Harry, mogę cię o coś zapytać.
Chłopak zarumienił się, dobrze wiedział o czym mówię.
- Inaczej by się nie zgodziła... zaptała, czy jestem kimś z rodziny... więc odpowiedziałem, że jesteś moją narzeczoną...
- Dlaczego ty tak się mną zajmujesz? Dlaczego tak ci na mnie zależy?
- Ja poprostu... Diana, nie wiem, jak mam ci to powiedzieć...
Co on chce mi przez to przekazać? Kocha mnie tak samo jak ja jego? Może chodzi tu o coś zupełnie innego? Jeśli tak, to o co? Serce biło mi bardzo szybko. Nadeszła długa cisza. Nie mogłam już wytrzymać. Mów, że, powtarzałam w myślach. Patrztliśmy sobie w oczy. Wreszcie się odezwał...

                  KONIEC ROZDZIAŁU

Jeśli chcecie być powiadamiane o nowych rozdziałach,
w komentarzach piszcie Swoje twittery, podajcie link do fb, bądź instagrama.
*Nie dotyczy osób już powiadamianych :)
Kolejny rozdział niebawem, może jeszcze dziś :**

wtorek, 2 grudnia 2014

Rozdział 21

Co miałam zrobić? Otworzyć? A jeśli to Harry? Kto inny? Byłam przerażona. W ostatniej chwili podeszłam do drzwi. Wzięłam głęboki i otworzyłam je. Przez moment znieruchomiałam. Zobaczyłam pana dyrektora.
- Ty podła żmijo. - zaczął krzyczeć - tyle skarg na ciebie dostałem!
- Ja...przepraszam - wyjąkałam
- Idziesz na tortury.- odrzekł
Znów się zaczęło. Szczerze mówiąc, to odzwyczaiłam się od tego. Przywykłam do wygody, do komplementów, do Harry'ego... Bałam się. Miałam o 17 zjawić się na sali tortur. On wyszeł, a ja znów pogrążyłam się w tysiącach myśli. Dlaczego ja byłam taka głupia? Dlaczego postanowiłam zejść tak wcześnie na dół? Co mnie podkusiło? Nie mogłam sobie tego wybaczyć. Wiedziałam, że nie mogę już liczyć na pomoc od chłopaka. Musiałam sama sobie z tym poradzić. Czas upływał nieubłaganie. Powoli przygotowywałam się psychicznie, do tego, co miało się wydarzyć.
Nim się obejrzałam wybiła godzina cierpienia. Obmyłam twarz zimną wodą i zeszłam na dół po schodach.
Weszłam do środka i zaczęło się... Nie wiele z tego pamiętam. Strasznie cierpiałam. Przypmoinam sobie tylko, jak płakałam. W pewnym momencie już nie dawałam rady i zemdlałam. Nie mam pojęcia co działo się potem. Z opowieści świadków, Harry wbiegł do środka wziął mnie na kolana i rozmawiał ze mną, abym nie zamknęła oczu. W tym czasie ktoś zadzwonił na pogotowie.
                            
                                ***

Obudziłam się w szpitalu. Pierwsze co  zobaczyłam to Harolda siedzącego obok łóżka ze spuszczoną głową. Położył ręce na kołdrze. Ja momentalnie ujęłam jego dłoń i spojrzałam na niego. Podniósł głowę i spojrzał mi w oczy.
- Diana - zauważyłam, że ma łzy w oczach.
Delikatnie potarłam jego policzek.
- Ja...przepraszam kotku - wyjąkał
Zrozumiałam, że nad sobą nie panował. Lekko się uśmiechnęłam.
- Wybaczysz mi, piękna? - pytał
- Oczywiście. - nie miałam już wątpliwości.
Przyszedł lekarz.
- To ja wyjdę, jestem na korytarzu Diana - powiedział i wyszedł.
Doktor oznajmił, że za kilka dni będę mogła wrócić do pracy.
Kiedy poszedł uświadomiłam sobie, że Hazzie nadal na mnie zależy.
Spojrzałam przez szklane drzwi na korytarz. Na krześle siedział Harry. Co kilka minut spoglądał w moją stronę. Zauważył, że mu się przyglądam. Uśmiechnął się, próbował ukryć zdenerwowanie, ale mnie nie oszuka. Widziałam, że się o mnie martwi, a z drugiej strony jest wściekły, na dyrektora. Pokazałam mu, aby do mnie przyszedł.
Wstał z krzesła i podszedł do łóżka.
- Już nie pozwolę cię skrzywdzić - powiedział i pocałował mnie w policzek. - kiedy stąd wyjdziesz, wracasz do mnie.
Nie stawiałam się. Przez ten krótki czas zrozumiałam, jak bardzo go kocham.
- Harry, mogę cię o coś zapytać?
- Jeśli mówisz o tym, co wydarzyło się wczoraj, przepraszam, po tym, jak mnie zostawiłaś...- co trochę robił przerwy - ja...ja postanowiłem utopić smutki w alkocholu... nie panowałem nad sobą... - ciągle miał łzy w oczach
- Dobrze, Hazz, wybaczyłam Ci. Z resztą nie miałam za bardzo czego. - pocieszałam go
- Ja sobie tego nie wybaczę...
Przululił mnie, znów czułam jego ciepło...

                 KONIEC ROZDZIAŁU
Dałam radę napisać rozdział :)
Trzymajcie kciuki, żebym przeszła olimpiadę z przyrody. Następny 22 rozdział już jutro ;**

Rozdział 20

Nie spałam w ogóle. Całą noc przepłakałam. Nie dawałam sobie rady. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, jak bardzo się do niego przywiązałam, jak bardzo go potrzebowałam. Zastanawiałam się, czy podjęłam dobrą decyzję.
Jak zwykle o 4 zeszłam na dół po schodach i weszłam na stołówkę. Powoli próbowałam wrócić do normalności. Postanowiłam wstawać wcześniej, rozłozkładać talerze przed przyjściem uczniów. Chciałam uniknąć jakiego kolwiek kontaktu z nim.
Wzięłam do ręki miotłę i zaczęłam zamiatać podłogę. Następnie starłam stoliki i wzięłam się za roznoszenie talerzy. W tym momencie drzwi się otworzyły. Nie zdążyłam się obrócić. Nagle ktoś objął mnie w tali i zaczął delikatnie całować mnie po szyi. Przeraziłam się.
- Nie...niech pan mnie zostawi, błagam - rozpłakałam się, nadal nie wiedziałam kto to.
- Tęskniłem za tobą, kotku - usłyszałam
To był Harry. Ulżyło mi. Odetchnęłam z ulgą.
- Co ty robisz, przestań proszę.
- Ja tak dłużej nie mogę. Kocham cię, kocham cię Diana.
Nie dowierzałam.
On jeszcze bardziej się do mnie zbliżył. Poczułam zapasz alkocholu.
- Ty jesteś pijany - krzyknęłam i odepchnęłam go
- Przestań, to jest nieważne...
Podszedł do mnie.
- Nie, nie - krzyknęłam i wybiegłam z sali
On wybiegł za mną.
- Diana, poczekaj!
Nie zważałam na to co mówi. Myślałam tylko o tym, żeby jak najszybciej od niego odejść. Wbiegłam do swojej sypialni i zamknęłam drzwi.
Usiadłam w kącie i płakałam. Myślałam, że mogę mu zaufać. Teraz zaczęłam się nad tym zastanawiać. Co by było, gdybym mu nie zdołała uciec? Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać.
Ze łzami w oczach, zamyślona zupełnie zapomniałam o dalszym rozkładaniu talerzy. Ktoś zaczął dobijać się do drzwi.
To znów on? Bałam się otworzyć...

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział 19

Pokazywał mi, co tylko chciałam. Jednak nie zwracałam zbytnio uwagi na telefon. Wpatrywałam się w jego piękne, zielone oczy. Ciągle się do mnie uśmiechał. Siedziałam w niego wtulona. Tak mogłoby być już zawsze. Zawsze mogłabym być z nim. Dzięki niemu moje życie zupełnie się zmieniało. Coraz to bardziej się przed nim otwierałam. Robiłam się caraz śmielsza. Zaufałam mu, jak jeszcze nigdy dotąd nikomu. Miałam pewność, że mnie nie skrzywdzi.
Nim się obejrzeliśmy była już 23.
- Idziemy spać, piękna? - zapytał
- Tak, jestem strasznie zmęczona. - odpowiedziałam
Weszłam do łazienki i jak zawsze zrobiłam wieczorną toaletę. On jak zwykle na mnie czekał.
- Diana?
- Tak?
- Co ty na to, żebyś zwolniła się stąd? Poszła do szkoły i zaczęła żyć jak zwykła nastolatka?
- Nie mogę. Muszę tu pracować. Zapewniają mi mieszkanie, jedzenie, pieniądze. Nie mam co liczyć na pomoc od kogokolwiek innego.
- A ja?
- Tak, teraz mi pomagasz i jestem ci bardzo wdzięczna, ale nie wiem, co będzie za kilka lat, miesięcy, a może nawet tygodni.
Hazz przełknął ślinę, spojrzał mi w oczy.
- Nie ufasz mi, nadal mi nie ufasz.
Powiedział i wyszedł z sypialni.
W tym momencie zaczęłam płakać. Obraził się na mnie. Było już tak dobrze, a ja wszystko zepsułam.
Postanowiłam zostawić rzeczy które mi kupił i wrócić do starego pokoju.
Wzięłam ze sobą tylko te dwa fartuchy. Podeszłam do kanapy, na której siedział i pożegnałam się z nim.
- Dziękuję ci za wszystko, dziękuję za to, co dla mnie robisz. Nie zapomnę tego, nigdy. - po tym wyszłam.
Szłam korytarzem w stronę pokoju, kiedy chłopak złapał mnie za rękę.
- Stój, Diana. Nie o to mi chodziło...
- Ale mi o to. Przepraszam- odwróciłam się i ze łzami w oczach znów kierowałam się do sypialni.
- Nie pozwolę ci odejść. Nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczysz. - upierał się
- Twoi przyjaciele mają rację.
- Nie mają, nigdy nie mieli. Nie przejmuj się nimi, chyba najważniejsze jest to, żebyśmy my byli szczęśliwi. - ciągle patrzył mi w oczy.
Próbowałam unikać jego wzroku. Jego zielone tęczówki przeszywały mnie na wylot. Miałam ogromny dylemat. Co mam zrobić? Wciąż zadawałam sobie to pytanie.
Zrezygnowana podjęłam decyzję. Może i nie była ona rozsądna, ale na pewno lepiej było dla niego.
- Na prawdę nie mogę - powiedziałam i weszłam do środka.
Nie wszedł za mną. Odpuścił sobie. Było mi trochę smutno, ale kochałam go. Zrobiłam to dla niego.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. W tym momencie przypomniał mi się wszystkie rzeczy, które mi się tu przydarzyły. To, jak mnie bito, upokarzano, każdy raz, kiedy całą noc płakałam i modliłam się, aby dostać jeszcze choć jeden dzień życia. Wybuchnęłam płaczem. Było tak dobrze... Przysłowia nie kłamią, wszystko co dobre, kiedyś się kończy...
Wszystko musiało wrócić do normy. Musiałam zaprzestać spotykania się z nim. To było dla jego dobra.
Położyłam się na podłodze i próbowałam zasnąć. Nie mogłam. Kiedy tylko zamknęłam oczy, widziałam te wszystkie sceny z mojego życia. Brakowało mi go tak bardzo. Chciałam znów się do niego przytulić. Usłyszeć jego niski głos. Zobaczyć, ten jego szatański uśmieszek. On był idealny...
 
              KONIEC ROZDZIAŁU
Jak widzicie znów postanowiłam powrócić do pisania. Doszłam do wniosku, że co ma być to będzie. Jeśli klasa dowie się o blogu i zacznie go czytać, wtedy będę martwiła się co dalej, a na razie jak tylko on zna link... może nie będzie tak źle :)
Następny rozdział już wkróce, najprawdopodobniej jutro nie dam rady, ponieważ mam olimpiadę z przyrody, ale postaram się napisać dziś i udostępnić jutro. Dam znać na facebook'u ;)

Ważna informacja :(

Hej wszystkim. Mam mały problem. Muszę na jakiś czas zawiesić bloga. Mój kolega odkrył link. Teraz nie mogę kontynuować opowiadania. Trudno mi się z tym pogodzić.
To samo było z Something_Great. Znajomi zaczęli je czytać.
Musiałam zakończyć. Z tym najprawdopodobniej będzie tak samo.
Miałam tyle planów, nadziei. Chciałam, żeby to wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Chciałam, żeby mój blog miał wiele fanów. Jeśli macie pomysły, jak rozwiązać tą sprawę, piszcie w komentarzach. Proszę o pomoc :'(
* Dzisiaj najprawdopodobniej nie dodam 18 rozdziału, jest skończony, jednakże, chyba rozumiecie, czemu.
Mam nadzieję, że nie jesteście złe i rozumiecie moją sytuację. Tym bardziej, że jak on się dowiedział, to za kilka dni, link będzie znała już cała klasa.

Dziękuję za przeczytanie.
Wasza M.