niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 18

Weszliśmy do środka. Zobaczyłam wszystkich jego kolegów z zespołu, siedzących na kanapie.
- Siadaj Harry - powiedział pan Louis i spojrzał na mnie, wrogim wzrokiem.
Chłopak usiadł i kazał mi usiąść obok. Nie byłam pewna, czy mogę to zrobić. Co by było, gbyby pan Tomlinson by się zezłościł? On i tak mnie nienawidzi. Hazz spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się. Pociągnął mnie za rękę i posadził sobie na kolanach.
Panowie długo rozmawiali. Ja jednak się nie odzywałam. Uznałam, że lepiej będzie wycofać.
Z całej tej rozmowy. Najbardziej w pamięci utkwiło mi to zdanie.
- Tak właściwie to kim dla ciebie jest ta dziewczyna? - zapytał Harolda pan Zayn
- Ona jest...yyy...moją dzie....najlepszą przyjaciółką.
Nazwał mnie swoją przyjaciółką. Z jedej strony bardzo się cieszyłam, ale z drugiej zrozumiałam, że on nie odwzajemnia mojego uczucia. Nie ukrywam, że troszkę się zawiodłam.
Pan Liam przyniósł 6 kubków z herbatą.
Ja także go otrzymałam. Wszystko było dobrze, do czasu... przez przypadek upuściłam szklankę.
- Przepraszam...bardzo... - jąkałam się
- Ty idiotko... to był mój ulubiony kubek, jak mogłaś debilko! - zaczął na mnie krzyczeć pan Horan
- Ale...ja...- wiedziałam, że im dłużej będę przepraszała, tym większe jest prawdopodobieństwo, że każą mi iść na tortury.
Wymyślony przeze mnie czarny scenariusz, zaczął się potwiedzać.
- Idziesz, na tortury ty ofiaro! - zarządził pan Malik.
Ze łzami w oczach spojrzałam na Harry'ego.
Z powrotem wziął mnie na kolana. Przytulił mnie i szepnął:
- Nie pozwolę na to. Nigdzie nie pójdziesz, proszę nie płacz.
- Hazz, co ty robisz? Przecież ona jest zwykłą służącą, brzydką i głupią. - mówił pan Payne.
- Nie mów tak o niej! Nie macie prawa jej obrażać. Może i jest służącą, ale na pewno nie głupią i brzydką! - zdenerwował się chłopak.
Wzruszyłam się. Bronił mnie, chociaż nie wiedział, że jestem wykształcona. Nie powiedziałam mu, że mówię w 6 językach. Nie wiedział, że ukończyłam studia, a i tak im się stawiał.
- Chodź piękna, wychodzimy. - powiedział i złapał mnie za rękę.
Wrócilśmy do apartamentu.
- Jak oni mogą? - ciągle powtarzał
- Nie złość się, proszę, nie kłóć się z mojego powodu - pocieszałam go
- Dlaczego oni cię nie szanują, nawet nie chcą cię lepiej poznać?
- Może mają rację, ty też nie powinieneś się ze mną zadawać.
- Przestań, wiesz, że jesteś mi bardzo bliska, że chcę, abyś była jeszcze bliżej. - powiedział i przysunął się do mnie.
W tym momencie przypomniałam sobie o telefonie. Poszłam do sypialni i wzięłam ze stolika komórkę. Wróciłam i usiadłam obok niego.
- Ej, usiądź bliżej - odrzekł
Wtuliłam się w niego.
- Nauszczę cię się nim obsługiwać - zaproponował
- Mógłbyś? - uśmiechnęłam się
- Oczywiście.

                  KONIEC ROZDZIAŁU

sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 17

Co to jest? Znów niepotrzebnie wydał na mnie pieniądze. Dlaczego on to robi? Dlaczego jest dla mnie taki miły?
Nie przestawałam o tym myśleć.
- Wiem, jaka będzie twoja reakcja, jednakże chcę, abyś to wzięła. - powiedział i podał mi pudełeczko.
Powoli, zaczęłam je rozpakowywać. Delikatnie zdjęłam papier i... zamurowało mnie. Chcecie wiedzieć co zobaczyłam? Smartfona. Tak kupił mi telefon. Bardzo dobrze rozumiałam, że nie mogę go wziąść. Po pierwsze, wydał na mnie już tyle, że nie byłam w stanie oddać mu nawet tego części, a po drugie, nie miałam pieniędzy, aby płacić dodatkowe rachunki. Postanowiłam odmówić.
- Hazz, ja...ja nie mogę.
- Możesz, musisz.
- Nie...ja naprawdę...
- Weź go.
Długo mnie namawiał, aż w końcu się zgodziłam. Wzięłam go.
- No, to teraz zapisz sobie mój numer. - powiedział
- Nie umiem - odpowiedziałam
- Nauczę cię. - zaproponował i przysunął się do mnie.
Wziął go ode mnie i uśmiechną się. Pokazał mi, jak się dzwoni i  pisze esemesy. Resztę dnia spędziłam, na uczeniu się robienia zdjęć, nagrywaniu filmików i innych bardziej skomplikownych rzeczach.
- Hej, kotek, jest już 17. Idziemy do chłopaków?
- Oczywiście - uśmiechnęłam się i odłożyłam komórkę na stolik.
Wyszliśmy na korytarz.
- Gdzie mamy się spotkać? - zapytałam
- W apartamencie Louis'a.
Zeszliśmy na dół po schodach i zatrzymaliśmy się pod jego drzwiami. Hazz zapukał. Po chwili ujrzeliśmy pana Tomlinsona.
- Yyy... a co ty tu robisz? - zwrócił się do mnie - nie prosiłem cię o nic, wynoś się stąd
- Ja... przepraszam - rozpłakałam się i wybiegłam na spowrotem na korytarz. Tym razem nie poszłam do apartamentu Harry'ego. Weszłam po schodach i skierowałam się ku mojemu dawnemu pokoju.
- Stój, poczekaj - ktoś mnie wołał.
To nie był nikt inny jak Hazz. Podbiegł do mnie i powiedział.
- Ja, przepraszam cię za niego.
- Hazz, ty nie masz, za co przepraszać. To ja ci rujnuję życie. Nieproszona z dnia na dzień pojawiłam się w twoim życiu.
- Diana, to nie jest tak. Ja..ja chcę, żebyś była blisko mnie. Chcę, żebyś jeszcze bardziej się przede mną otworzyła. Rozumiesz?
- Nie do końca. To znaczy, że chcesz, żebym nadal z tobą mieszkała?
- Tak, bardzo tego chcę.
Przutulił mnie i szepnął.
- Chodź, wyjaśniłem mu wszystko. - pociągnął mnie za rękę i ponownie wróciliśmy do apartamentu pana Louis'a.
- To jest Diana - przedstawił mnie chłopak
- Diana, to jest Louis, mój przyjaciel.
- Dla ciebie pan Tomlinson.- po raz kolejny zwrócił się do mnie.- Nie zniżę się do poziomu, do jakiego zniżył się Harry. Jesteś zwykłą służącą.
- Jak ty możesz, debilu?! -zdenerwował się Hazz
Złapałam go za rękę, aby dać mu znak, aby się nie kłócił z mojego powodu.
Spojrzał na mnie i położył rękę ba moim ramieniu.
- Dobra,  nie kłóćmy się - powiedział. - wejdzcie do środka...

              KONIEC ROZDZIAŁU

czwartek, 27 listopada 2014

Rozdział 16

Jestem beznadziejna. Wszystko psuję, on mnie polubił, tyle dla mnie robi, a ja... Jego przyjaciele mają rację.
Na szczęście mi wybaczył.
- Ja...ja nie chciałam.
- Ale nic się nie stało. Na prawdę.
- Ty jesteś dla mnie taki kochany, a ja...ja tego nie doceniam.
Nie odpowiedział nic. Złapał mnie za nogi i zarzucił mnie sobie na plecy.
- Teraz cię nie puszczę - powiedział i wszedł po schodach
- Tylko mnie nie upuść - krzyknęłam
Weszliśmy do apartamentu. Posadził mnie na kanapie i usiadł obok.
- Hmm...mamy cały dzień wolnego, umówiłem się z chłopakami, że spotkamy się wieczorem. Więc co będziemy robić?
- Nie wiem. Wymyśl coś.
- Ojej...
Długo myśleliśmy. W końcu Hazz wstał i  powiedział.
- Poczekasz tu godzinkę na mnie?
- A mam inne wyjście? - uśmiechnęłam się
- Nie, szczerze powiedziawszy to nie masz - odpowiedział i zaśmiał się. - Dobra, to ja idę.
Wyszedł. Ciekawe, co teraz zrobi? Co on kombinuje?
Nie mogłam się doczekać jego przyjścia. Postanowiłam pójść na stołówkę i zobaczyć, czy wszystko jest w porządku. Zeszłam po schodach. Delikatnie pociągnęłam klamkę i uchyliłam drzwi. Wszędzie panował niesamowity bałagan. Spojrzałam na nieodkurzoną podłogę, po której walały się resztki jedzenia. Następnie zwróciłam wzrok na brudne, nieumyte stoliki i załamałam się. Nie było mnie zaledwie dwa dni, a pomieszczenie wyglądało jak po wojnie.
Niewiele myśląc wzięłam do ręki miotłę i zaczęłam zamiatać. Nim się obejrzałam stołówka wyglądała o niebo lepiej. Zostało jeszcze tylko umyć stoliki. Od razu wzięłam się do roboty.
Upłynęło około 40 minut. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i na mojej twarzy ukazał się uśmiech. Wreszcie wszędzie było czysto. Nagle ktoś wszedł do środka. Przestraszyłam się.
- Co ty tutaj robisz? - to nie był głos Harry'ego.
Odwróciłam się. Zobaczyłam pana Louis'a.
- Ja...ja...- zaczęłam się jąkać.
- Już posprzątałaś, więc wynoś się stąd! - krzyknął i wskazał palcem na drzwi. - no chyba, że chcesz iść na tortury.
Wybiegłam z sali. Biegłam do apartamentu, kiedy na kogoś wpadłam. Miałam spuszczoną głowę, więc nie widziałam.
- Ppprzepraszzam...- powiedziałam
- Gdzieś ty się podziewała? Szukam cię od 20 minut. - tym razem to był Hazz
Odetchnęłam z ulgą.
- Ja...ja byłam...na stołówce. Chciałam...tam posprzątać...błagam nie bądź zły...- rozpłakałam się
- Nie jestem zły. Tylko ty przecież masz wolne.
Harold otworzył drzwi i weszliśmy do salonu.
- Siadaj, a ja zaraz wracam - powiedział w wszedł do sypialni.
Po kilku minutach wrócił i usiadł obok mnie.
- Mam dla ciebie prezent...
- Ale ja nic nie potrzebuję Hazz.
- Tego tak. - mówiąc to wyjął dość małe pudełeczko, owinięte ozdobnym papierem...

                     KONIEC ROZDZIAŁU
Przepraszam, że jest krótszy, ale jeszcze dziś pojawi się 17 :)

środa, 26 listopada 2014

Rozdział 15

Prosiłam go, aby pozwolił mi zostać. Ale nie, kazał mi iść. Zupełnie nierozumiałam dlaczego tak się upierał.
- Dlaczego nie chcesz iść? - pytał
- Harry przecież wiesz, że oni mnie nienawidzą.
- Właśnie, chcę, aby cię lepiej poznali, żeby zobaczyli, że jesteś cudowna.
- Ale wiesz, że ja się boję.
- Ja z tobą będę, nie zostawię cię i nie pozwolę skrzywdzić.
- Obiecujesz?
- Oczywiście.
Wstępnie ustaliliśmy, że pójdę z nim.
Chwilę jeszcze rozmawialiśmy, a potem poszliśmy spać.
Bałam się tego spotkania. Nie wiedziałam, czego mogę się po nich spodziewać. A jeśli Hazz wyjdzie, chodź by na chwilę... Czarne myśli bezustannie przychodziły mi na myśl. Co to będzie....

                       ***
- Diana, Diana, wstawaj - ktoś delikatnie dotykał mojego policzka.
Wystraszyłam się i otworzyłam oczy. Na całe szczęście to był Harry.
- Ej, ej nie bój się - powiedział i przytulił mnie
- Która godzina? - zapytałam
- W pół do dziewiątej.
- Co?! Hazz, oni mnie zabiją, zabiją mnie - zaczęłam krzyczeć i płakać
- Nikt ci nic nie zrobi. Rozmawiałem z nimi. Nie będziesz pracowała jeszcze przez ten i następny tydzień. Chcę, abyś trochę odpoczęła i oddała się mi. - uśmiechnął się
- Ale Harry, oni mi nie zapłacą i...
- Jak to ci nie zapłacą? - zdziwił się - ile pieniędzy dostajesz?
- 50 złotych, chyba, że na przykład się przewrócę, niosąc talerz z jedzeniem, zbiję kubek, wtedy dostaję mniej...
- 50 złotych? Co ty kupujesz, że ci wystarcza?  Nie, nie, nie....
- O co chodzi? Nie wiedziałeś?
- To...to się musi zmienić... już ja o to zadbam. Ubierz się, ja zaraz wracam.
Wyszedł. Co on ma zamiar zrobić? Miałam nadzieję, że nic głupiego.
Weszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i wzięłam do ręki kosmetyki, które mi kupił. Po raz pierwszy postanowiłam zaryzykować. Umalowałam się. Nie czułam się tak ograniczona. Wiedziałam, że Harold stanie w mojej obronie. Tym bardziej, że jemu się to podobało. To było dla mnie najważniejsze. Uczesałam się, umyłam i ubrałam. Szczerze powiedziawszy, to wcale nie wyglądałam jak służąca, nie różniłam się od innych uczennic. No poza tym, że mieszkałam z chłopakiem, w którym kochają się miliony dziewczyn na całym świecie. Zerknęłam na zegarek. Nie było go już ponad 20 minut. Postanowiłam pościelić łóżko i posprzątać w salonie. Miałam wprawę, więc bardzo szybko się z tym uwinęłam. Harry'ego nadal nie było. Nagle usłyszałam melodię. Spojrzałam na ławę. Chłopak zapomniał wziąść telefonu. Niepewnie przeczytałam napis na ekranie. Dzwonił ,,MODEST". W ostatniej chwili wzięłam komórkę do ręki i odebrałam połączenie.
- Halo? Harry? - usłyszsłam
- Nie... nie, Harry wyszedł - odpowiedziałam i zdałam sobie sprawę z tego, co zrobiłam. Nie pomyślałam, o skutkch.
- W takim razie, z kim mam przyjemność...?
- Nazywam się Diana...Diana Parke.
- Diana? Hej, Elka mówi!
- Eleanor! Cześć! - ucieszyłam się
Długo rozmawiałyśmy. Straciłam poczucie czasu. Zapomniałam o Bożym świecie. Hazz otworzył drzwi.
Spojrzał na mnie. Nie zauważyłam go. Gadałam z nią dalej. On stał, opierał się o ścianę i wpatrywał się we mnie.
Zorientowałam się w końcu, że chłopak jest w środku. Rozłączyłam się. Spojrzałam na niego. Momentalnie łzy napłynęły mi do oczu.
- Ja...ja przepraszam - krzyknęłam, wsadziłam mu do ręki telefon i wybiegłam z apartamentu.
- Nie, poczekaj! Nie jestem zły, wracaj, proszę cię Diana! - wybiegł za mną
Zatrzymałam się obok kuchni. Biegł za mną.
- Ja... ja na prawdę bardzo przepraszam.
- Nic...nic się nie stało. Cieszę się, że tak się otworzyłaś.
Przytulił mnie. Ochłonęłam i pocałowałam go w policzek...

wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział 14

Wyszliśmy na parking. Harold otworzył drzwi samochodu i pomógł mi wejść do środka. Widać było, że jest bardzo zły. Nie pytałam jednak dlaczego.
- Zmęczony jestem - powiedział
- Ja też - odpowiedziałam
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tak mi zaufałaś. - spojrzał mi w oczy i uśmiechną się.
- Teraz wiem, że mnie nie skrzywdzisz.
- Nigdy tego nie zrobię, obiecuję.
- Wyjaśnisz mi teraz dlaczego nazwałeś mnie swoją dziewczyną?
- Emm...może kiedy indziej kotku.
Po raz kolejny mnie zbył.
- Ale dlaczego tak unikasz tego tematu?
- Kiedyś ci powiem, jeszcze nie teraz.
Nie naciskałam, przecież to jego życie, jego sprawy, nie powinnam się mieszać. Uznałam, że stosowniej będzie poczekać. Obiecał, więc dotrzyma słowa.
Dojechaliśmy do domu. Była już 20 więc po korytarzach kręciło się wielu uczniów. Weszliśmy do środka. Hazz trzymał mnie za rękę i prowadził do apartamentu. Każdy kto nas mijał dziwnie mi się przyglądał. Dobrze wiedziałam czemu. Nikt mnie nie poznawał. Przyzwyczajeni byli do bojącej się odezwać, ubranej w stary fartuch z zapłakaną twarzą dziewczyny. A tu proszę. Zupełnie inna Diana. Co jakiś czas spoglądałam na niego, ciągle się uśmiechał i wyglądał, jakby się czymś chwalił. Weszliśmy do salonu.
- Nie jesteś głodna? - zapytał
- Nie, przecież dzisiaj już jadłam - odpowiedziałam
- Ale na prawdę? Jesteś, jesteś co ty na to, żebyśmy zjedli kolację?
- Ja jeść nie będę, chcesz, żebym poszła do kuchni? 
- Nie, nie pytam, bo to ja się pofatyguję i pójdę na dół.
- Ja pójdę - proponowałam
- Nie, tu ty zostań i poczekaj chwilkę, zaraz jestem.
Usiadłam w fotelu. Rozmyślałam nad tym, co wydarzyło się tego dnia. Coraz bardziej się w nim zakochiwałam. Nie bałam się go, mogłam z nim normalnie porozmawiać. Potrzebowałam jego czułości, bliskości. Jednak nie wiedziałam, czy on odwzajemnia moje uczucie. Z jednej strony chciałam należeć tylko do niego, chciałam, aby mnie dotykał, przytulał, ale z drugiej, nie chciałam się mieszać w jego życie. Bujałam w obłokach, kiedy wrócił. Przyniósł dwa ubki gorącego kakao i kanapki z dżemem. Postawił wszystko na stole i stanął przed drzwiami. Jednym ruchem je zamknął na klucz, a potem schował go do kieszeni. Przeraziłam się, ale on to zauważył.
- Nie bój się, zamykam je, żeby nikt nam nie przeszkadzał, przecież wiesz, że cię nie skrzywdzę, Diana - powiedział i przytulił mnie
Przestałam się obawiać czegokolwiek. 
- Obejrzymy jakiś film? - zaproponował
- Nie wiem, sam wybierz. 
- Może horror, lubisz horrory?
- Nie oglądam filmów.
- W takim razie pora to zmienić. 
Włączył telewizor. Oglądaliśmy horror, tak jak chciał. Bałam się, więc się w niego wtuliłam.
W pewnym momencie Hazz ocknął się, że przecież przyniósł jedzenie.
- Dlaczego nic nie jesz? - zapytał
- Nie jestem głodna, już mówiłam.
- Jesteś, musisz zjeść, bo jeszcze mi z tej anoreksji umrzesz - powiedział i spojrzał mi w oczy
W końcu uległam. Zjadłam jedną kanapkę i wypiłam kakao. Film trwał 2 godziny. Była już 23. Postanowiliśmy iść spać. Weszłam do łazienki. Umyłam się, ubrałam (już w swoje ubrania) i uczesałam. Kiedy wyszłam Harold już leżał w łóżku i na mnie czekał. Położyłam się obok niego. Przytulił mnie i zaczął rozmowę.
- Diana, co ty na to, żebyśmy się jutro spotkali z chłopakami.
- Mówisz o panie Louis'ie, panie Zayn'ie, panie Niall'u i panu Liam'ie?
- Tak, ale nie mów ciągle pan, przecież oni są od ciebie starsi tylko o 3 lata.
- Tak, ale...
- Nie kończ, wiem co chcesz powiedzieć, nie jesteś gorsza.
- Ale...
- Chcę, żeby zrozumieli, że jesteś cudowna, żeby cię polubili.
Ciągle mi przerywał. Uważałam, że lepiej będzie, jak ja zostanę, a on pójdzie sam...

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 13

Powoli uchyliłam drzwi.
- O mój boże...- tylko tyle powiedział.
- Nie podobam ci się? -zapytałam rozczarowana.
- Wyglądsz pięknie, cudownie - mówiąc to mocno mnie przytulił.
- Dziękuję - odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Chodźmy, przedstawię cię naszym przyjaciołom z wytwórni.
Wyszliśmy na korytarz. Harry trzymał mnie za rękę. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Danielle i Elkę, które się uśmiechały. Ja też się uśmiechnęłam. Kiedy byłam z nim czułam się bezpieczna, pewna siebie.
Weszliśmy do pokoju z napisem
,,Dyrekcja".
Ujrzałam kilkoro ludzi. Hazz podszedł do nich i przywitał się z nimi.
- To jest Diana - powiedział
- Dzień dobry. - skinęłam głową
- Dzień dobry. To jest ta twoja dziewczyna Harry? - zapytał gruby pan siedzący przy biurku.
- N...Tak, to ona - mówiąc to spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
Co? Dlaczego on powiedział, że jestem jego dziewczyną? Może naprawdę mu się podobam?
Przestałam ich słuchać. Tonęłam w tysiącach myśli. Nie przestawałam zadawać sobie w podświadomości pytań na których nie znałam odpowiedzi. Fizycznie może i byłam w wytwórni, ale myślami, na pewno nie. Z transu wyrwał mnie dopiero ,,mój chłopak". Wyszliśmy z pomieszczenia.
- Wracamy do szkoły, co nie? - zapytał Hazz
- Nie wiem, przecież to ty tu rządzisz.
- Nie rządzę. Mamy podejmować decyzje razem, okey?
- Jak sobie życzysz. Harry?
- Tak piękna?
- Mogę ci zadać pytanie?
- Oczywiście, nie musisz pytać.
- Dlaczego nazwałeś mnie swoją dziewczyną?
- Bo...- w tym momencie zadzwoniła mu komórka. - przepraszam muszę odebrać.
Dzwonił Liam. Słyszałam tylko to, co mówił Hazz.
- Halo?
- ...
- Wychodzimy z wytwórni.
- ...
- Jestem z Dianą, przecież ci mówiłem
- ...
- Nie masz prawa jej tak nazywać.
- ...
- Nie chce mi się z tobą dyskutować.
- ...
- Tak, ja ją kocham.
- ...
- Jestem pewny. Daj sobie spokój.
Chłopak się rozłączył.
Byłam ciekawa, o kim mówił. Jak o mnie?
Boże, a co by było, gdyby on się we mnie naprawdę zakochał? 
Nie mogłam go jednak o to zapytać. Miałam nadzieję, że sam mi opowie. Ale najwidoczniej, nie miał zamiaru tego zrobić...

                 KONIEC ROZDZIAŁU

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 12

Harry nie ustępował. Postanowiłam odpuścić. Zamówił naleśniki. Zjedliśmy obiad, Hazz poszedł do kasy zapłacić. Wydał kolejne pieniądze.
- Dobra, teraz tylko...- zaczął
O nie, co on znowu wymyślił.
- Gdzie jeszcze?
- Zobaczysz. - odpowiedział i objął mnie ręką
- Mam nadzieję, że nie będziesz już za to płacił. - uśmiechnęłam się.
Wyszliśmy na parking. Pomógł mi wejść do samochodu, ale sam jeszcze chwilę pozostał przed autem. Widziałam, jak wyjął telefon i do kogoś dzwonił.  Nie słyszałam o czym rozmawiał. Zajęłam się oglądaniem nowych rzeczy. Byłam tak szczęśliwa. Jednak nadal ciekawiło mnie, dlaczego tyle dla mnie robi. Nie zastanawiałam się nad tym zbyt długo. Harry skończył rozmowę i wszedł do środka.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Ty sobie nawet nie wyobrażasz jak pięknie wyglądasz.
Zarumieniłam się. On ciągle mnie komplementował.
Podjechaliśmy pod jakiś ogromny budynek.
- Gdzie jesteśmy?
- Zaraz się dowiesz - powiedział i wziął mnie za rękę.
Szliśmy długim korytarzem, mijając mnóstwo różnych drzwi z napisami
,,Garderoba", ,,Dyrekcja" i wiele innych. Na początku nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy, ale kiedy zobaczyłam tabliczkę ,, Harry Styles" domyśliłam się, że znajdujemy się w wytwórni.
Zatrzymaliśmy się dopiero przed drzwiami z napisem ,, Danielle Wood". Hazz zapukał do drzwi. Otworzyła nam jakaś pani.
- Hej, Hazz- powiedziała
- Cześć Danielle- odpowiedział
- Ty jesteś pewnie Diana? - zwróciła się do mnie
- Tak, dzień dobry pani.
- Pani, no coś ty, jestem Danielle.
Kolejna osoba pozwoliła mi mówić do siebie na ty. Ten dzień był na prawdę pełen niespodzianek.
- No to co, siadaj na krześle, zobaczymy co da się zrobić - odrzekła i zaczęła się śmiać.
Nie wiedziałam o co chodzi. Chciałam zapytać Harry'ego, ale jego już nie było. Zostawił mnie z nią samą.
- O co chodzi? - zapytałam nieśmiało.
- To twój chłopak nic ci nie powiedział? Jestem ich fryzjerką. - wyjaśniła
- Harry... nie jest moim chłopakiem. - powiedziałam zaskoczona
- Jak to? Prosił, żebym uczesała jego dziewczynę, Dianę. - nie jesteś Diana?
- Jestem, ale nie jesteśmy razem i pewnie nigdy nie będziemy.
- Ja też się już pogubiłam, zapytamy go, jak wróci. A teraz siadaj. - mówiąc to wskazała palcem na obrotowe krzesło fryzjerskie.
Zrobiłam, to, o co prosiła.
- No to jak robimy? Ścięłabym je trochę z długości - zaproponowała
Nie słuchałam jej, pogrążyłam się w myślach. Dlaczego przedstawił mnie, jako swoją dziewczynę? Może on... może on się we mnie zakochał... kiedy o tym myślałam ledwo powstrzymywałam się od płaczu. On na pewno nie robił tego od tak, musiał mieć jakiś cel...
- Ej jesteś, Diana?
Otrząsnęłam się i usłyszałam głos Danielle.
- Tak, przepraszam cię.
- Okey, to ścinamy z długości i cieniujemy, tak?
- Nie wiem, zrób, jak uważasz, ja się nie znam.
Dziewczyna wzięła do ręki nożyczki i zaczęła obcinać moje włosy. Patrzyłam jak ścięte spadają na podłogę i znów tonęłam w myślach. To co powiedział nie dawało mi spokoju. Minęło około dwie godziny. Jednak mi ten czas wydawał się trwać kilka minut.
- I jak, podoba się?
Spojrzałam w lustro.
- Pięknie, bardzo ci dziękuję - odpowiedziałam
- Czekaj, zawołam Eleanor.
Danielle zniknęła, a ja podziwiałam nową fryzurę.
Po chwili wróciła wraz z koleżanką.
- Hej, Diana - przywitała się ze mną nieznajoma - jestem Eleanor, ale wszyscy mówią do mnie Elka.
- Dzień dobry. - odpowiedziałam
- Co ty taka wystraszona? - zapytała Danielle
- Właśnie, Hazz opowiadał, że jesteś nieśmiała, ale, że aż tak...- uśmiechnęła się Elka
- Nic ci nie zrobimy- dokończyła fryzjerka.
- Ja jestem kosmetyczką - powiedziała Eleanor. - mam za zadanie zrobić ci makijaż i nauczyć cię dbać o siebie.
Ponownie usiadłam na fotelu.
- Zacznijmy od wyregulowania brwi. -  zaproponowała
Danielle usiadła obok i przyglądała się mi.
Przez cały czas rozmawiałyśmy. Czułam, że się rozumiemy, że złapałyśmy wspólny temat. Po kilku minutach Elka odłożyła pensetę i nałożyła mi maseczkę. Potem jeszcze zrobiła mi manikiure i pedikiure. Umalowała oczy, rzęsy i usta. Byłam gotowa. Po raz kolejny przejrzałam się w lusterku, podobałam się sobie. Miałam nadzieję, że ,,mojemu chłopakowi" też się spodoba..
- Czas zawołać Harry'ego - powiedziała Danielle
- Właśnie, pójdę po niego, albo nie, mam lepszy pomysł. On jest teraz w swoim apartamencie. Chodź zaprowadzę cię tam, wejdziesz do środka, ciekawe, czy cię pozna. - odpowiedziała Eleanor
We trzy uznałyśmy, że jest to dobry pomysł. Szłyśmy korytarzem. Znów zobaczyłam tą tabliczkę z napisem: ,, Harry Styles".
- To tu. - powiedziała Elka
- Powodzenia! - krzyknęły obie i odsunęły się od drzwi.
Głeboko wciągnęłam powietrze i zapukałam.
- Kto tam? - usłyszsłam głos Harry'ego
- To ja, Diana - odpowiedziałam
- Wejdź piękna.
Pociągnęłam za klamkę...

          
                    KONIEC ROZDZIAŁU

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 11

Harry spojrzał w moją stronę.
- Skoro ja mówię, że możesz ze mną jechać, a ty mi nie wierzysz, to proszę niech powie ci to on- mówiąc to wskazał palcem na pana dyrektora.
Ten stał i się nie odzywał.
- Mów! - krzyknął Hazz
- Pozwalam ci wyjść na dwór- odpowiedział niechętnie
Podeszłam do chłopaka i mocno się w niego wtuliłam.
- Dziękuję- powiedziałam ze łzami w oczach
- Nie ma za co, ale chodźmy już.
Wyszliśmy przed budynek. Od ponad roku nie wychodziłam na świeże powietrze. W sumie to na dworze byłam 3 razy od kąd tu jestem. Harry wziął mnie za rękę i prowadził do samochodu.
Otworzył drzwi i pomógł mi wejść do środka.
Zaparkował auto na parkingu przed galerią handlową.
- Najpierw pójdziemy po ubrania, a potem kupimy wszystko inne - odrzekł
Weszliśmy do sklepu z damską odzieżą. Hazz rozglądał się po pomieszczeniu, a ja podążałam za nim.
- Ej, czemu nic nie wybierasz? Nie podoba ci się tu nic? - zapytał zmieszany
- Oczywiście, że mi się podoba, ale nie chcę nic. Nie mogę.
- Przestań, proszę cię. Przyszliśmy tutaj dla ciebie.
Było mi bardzo miło, że on się tak stara, jednak nic od niego nie chciałam. Nie mogłam naciągać go na jakie kolwiek koszty.
Harry podszedł do jednego z manekinów. - Przymierz tą bluzkę. Jak sama nie chcesz wybrać, to ja to zrobię za ciebie- mówiąc to podał mi ubranie
- Harry, ale ja na praw...- w tym momencie mi przerwał
- Możesz, a nawet musisz. Idziemy do przymierzalni, chodź.
Weszłam do środka.
- Nakładaj ją, zaraz wracam- odpowiedział i zasuną zasłonę w pomieszczeniu.
Zdjęłam fartuch i nałożyłam biały top, który mi dał. Bardzo mi się podobał, dopóki nie zobaczyłam jego ceny. Kosztował 70 zł. To więcej niż moja pensja. Nie stać mnie na niego.
- Diana, mogę wejść? - pytał Harry
- Tak, oczywiście, że tak.
W tym momencie chłopak odsunął zasłonę i spojrzał na mnie.
- Wyglądasz pięknie- powiedział - podoba ci się, prawda?
- Tak, ale czy ty widziałeś jego cenę. Nie mam tyle pieniędzy.
- Ja płacę, więc nie masz się o co martwić. A teraz nakładaj to- powiedział i podał mi stertę ubrań. - zawołaj mnie, jak będziesz gotowa.
Wyszedł a ja zaczęłam robić to, co mi kazał.
Przymierzyłam wszystkie i zawołałam chłopaka.
- Dobra, nie przebieraj się już w ten fartuch, bo nie mogę na niego patrzeć. Idziemy do kasy.
Myślałam, że kupi tylko to, w co byłam ubrana, ale nie, on wziął wszystkie ubrania, które przymierzyłam. Było ich bardzo dużo. Cztery pary spodni, sześć bluzek, trzy swetry i dwie sukienki.
Podeszliśmy do kasy. Razem wyszło 1200 złotych. Dla mnie to była suna nie do pojęcia, a dla niego nic.
- Hazz, czy ty oszalałeś?
- Nie, czemu tak mówisz?
- Wydałeś już na mnie 1200 złotych.
- Przecież wiesz, że jestem milionerem. Teraz idziemy po buty - oświadczył
Nie sprzeciwiałam się już, bo to nie miało sensu. Prosiłam, żeby nic nie kupował, ale on mnie nie słuchał.
Weszliśmy do sklepu obówniczego.
- Czy pomoże nam pani wybrać buty dla tej pięknej dziewczyny? - zapytał sprzedawczyni Harry
- Oczywiście, jaki rozmiar buta nosisz? - zwróciła się do mnie kobieta.
Nie wiedziałam, czy się odezwać, czy też nie. Spojrzałam na chłopaka. Uśmiechną się i kiwną głową, na znak, że mam odpowiedzieć.
- Nie wiem.
- No cóż, masz malutką stópkę, więc spróbujmy z rozmiarem 34. Tylo jakie mają to być buty.
- Trampki, szpilki, botki i jakieś sportowe- odpowiedział Hazz.
Zszokowało mnie. Wydał na mnie 1200 złotych i jeszcze kupuje mi dodatkowe cztery pary butów. Nie mogłam w to uwierzyć.
Wybraliśmy obówie i podeszliśmy do kasy. Nie zgadniecie, ile zapłacił. 1000 złotych. Razem było już ponad 2000. On serio oszalał.
Wyszliśmy na zewnątrz.
- Harry, ja tak bardzo ci dziękuję - powiedziałam, do oczu napłynęły mi łzy.
- Idziemy do restauracji. Dobrze?
Było przed pierwszą. Jak bylibyśmy w szkole zaraz jadłby obiad.
Usiedliśmy przy stoliku. Kelner przyniósł nam menu.
- Co chcesz jeść? - zapytał mnie
- A...ale Harry... dzisiaj jest środa...
Zmieszałam się, myślałam, żeon sobie robi ze mnie żarty.
- No wiem, że jest środa, co z tego?
- Ja...ja przecież nie mogę jeść..
- Jak to nie dają ci jedzenia? - przestraszył się
- Ja...jem tylko w czwartki.
- Co? Jesz raz w tygodniu?
- No tak, nie wiedziałeś?
- Diana, kochanie, dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej?
- Bo ja myślałam, że wiesz.
- To się zmieni, obiecuję ci, będziesz dostawała jedzenie, kiedy tylko będziesz chciała.
- Hazz, ale ja tego nie potrzebuję, tyle mi wystarcza.
- Przyzwyczaiłaś się, przecież ty masz anoreksję.
- Mam, ale daję radę.
- Ja już sobie z nimi pogadam, jak oni mogą cię tak traktować. Dobrze, co będziesz jadła?
- Nic, Harry, jutro zjem.
- Nie, nie, nie i jeszcze raz nie...

                    KONIEC ROZDZIAŁU

Rozdział 10

Wtuliłam się w niego.
- Trzeba się wyspać, bo jutro cały dzień spędzimy na zakupach.
- Harry, dziękuję ci, ale ja nie mogę z tobą pójść.
- Jak to?
- Przecież nie pozwolą mi wyjść...
- A co mnie obchodzi ich zdanie. Jedziesz ze mną piękna. No chyba, że nie chcesz...
- Chcę, ale obiecaj, że nic mi nie kupisz.
- Nie mogę tego zrobić, bo na te zakupy to jedziemy, żeby kupić ci nowe ubrania.
- Nie, w takim razie nie pojadę.
- Pojedziesz.
- Nie, nie chcę naciągać cię na jakie kolwiek koszty ze mną związane. Wystarczy, że i tak tu z tobą jestem.
- Ale ja się bardzo cieszę, że ze mną tu jesteś. Chyba gdybym był niezadowolony, to bym ci tego nie proponował.
Miał rację.
- Harry, możemy iść spać, bo jestem strasznie zmęczona.
- Oczywiście, piękna. Dobra noc.
- Dobra noc Hazz.
Odsunęłam się trochę od niego. Po chwili jednak on z powrotem mnie do siebie przyciągnął.
- Chcesz, żebym się na ciebie obraził? To proszę bardzo odsuwaj się dalej.- powiedział z uśmiechem
- Nie chcę- odpowiedziałam i jeszcze mocniej się do niego przutuliłam.
Usnęłam dość szybko.
   
                                  ***

Wstałam o 4. Spojrzałam na chłopaka. Harry jeszcze spał. Na początku myślałam, żeby go obudzić i powiedzieć, że idę, ale on wyglądał tak słodko, że nie miałam serca tego zrobić.
Weszłam do łazienki. Umyłam się, uczesałam i ubrałam w fartuch. Byłam gotowa. Zostawiłam mu jeszcze tylko na szafce nocnej karteczkę:
,, MUSZĘ  PRACOWAĆ,  NIE MOGĘ  Z  TOBĄ  JECHAĆ.  ZOBACZYMY  SIĘ  PÓŹNIEJ.  PRZEPRASZAM... "
Pocałowałam go w policzek i wyszłam.
Zeszłam po schodach. Weszłam do kuchni. Kucharki już przygotowywały śniadanie.
Zerknęłam na zegarek. Była już 5.30. Za godzinę zaczną przychodzić uczniowie.
Wzięłam się za mycie podłogi i wycieranie stolików. Czas minął bardzo szybko. O 7 w stołowce byli już prawie wszyscy. Brakowało tylko Harry'ego. Zaczęłam roznosić talerze, kiedy do sali wpadł Hazz. Gdy tylko mnie zobaczył podbiegł do mnie.
- Co to miało znaczyć? Przecież mieliśmy iść na zakupy?
- Nie bądź na mnie zły. Nie mogę, no chyba, że.....
- Powiedz co mam zrobić, żebyś się zgodziła.
- Poprosisz pana dyrektora, żeby mi pozwolił?
- Nie mam zamiaru go o nic prosić.
Zrobiło mi się trochę przykro, myślałam, że mu na mnie zależy. Ale byłam przyzwyczajona, że dla nikogo się nie liczę.
- No to w takim razie, przepraszam...- odpowiedziałam i odeszłam
Harry nagle wyszedł. Po chwili wrócił z panem dyrektorem.

                   KONIEC ROZDZIAŁU

Rozdział 9

Stał przed drzwiami. Bałam się, że na mnie nakrzyczy.
- Diana, Diana proszę otwórz, wiem, że tam jesteś.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
- Wybacz mi, ja nie chciałam.
- Nie jestem zły. Wiem co się wydarzyło.
- Na prawdę?
- Tak, w salonie są założone kamery, bo często fanki włamywały się do domu.
- Jak mnie tu znalazłeś?
- No właśnie, tyle to trwało, bo nie mogłem cię odnaleźć. Bałem się, że coś ci się stało.
- Martwiłeś się o mnie?
- I to nawet nie wiesz jak.
Harry rozejrzał się po pokoju.
- To...to jest twoja sypialnia? - zapytał drżącym głosem
- Tak, chyba teraz wiesz, dlaczego nie chciałam ci jej pokazać...
- Kotek, ale gdzie ty śpisz?
- Tutaj - odpowiedziałam i wskazałam palcem na podłogę.
- Jezu, Diana jak ty to wytrzymujesz.
- Jakoś daję radę, ale teraz jest coraz gorzej, bo jest zaledwie 5 stopni.
- Nigdy więcej tu nie przyjdziesz, nigdy...
- Co, Harry, proszę nie mam gdzie spać. - zaczęłam błagać chłopaka, aby pozwolił mi zostać
- Nie, nie idziesz ze mną, ty tu prawie umierasz. Nie pozwolę, na to, abyś spędziła tu choćby jedną noc.
- To gdzie będę spała? Proszę, zostaw mnie tutaj.
- Nie, nie zostawię cię. Dzisiaj i jutro śpisz u mnie, a potem coś wymyślimy.
- Nie, Hazz ja nie mogę, nie mogę.
- Możesz, jak ja ci tak mówię to możesz wszystko.
Zdążyłam tylko wziąść fartuchy i wyszliśmy.
Po drodze pytałam Harey'ego, co planuje dalej ze mną zrobić.
- Póki co, będziesz ze mną, do czasu, kiedy będę pewny, że jesteś bezpieczna. A tak poza tym, to dlaczego wzięłaś tylko dwa fartuchy, trzeba było wziąść wszystkie ubrania.
- Harry..., ale ja nie mam więcej.
- Co?
- Mam tylko te ...
- Dziewczyno, jak ty dajesz radę- powiedział, widziałam, że zaszkliły mu się oczy. Próbował to ukryć, ale nie wychodziło mu to zbyt dobrze.
Po raz kolejny byliśmy pod drzwiami jego apartamentu, kiedy przypomniaĺam sobie dzisiejsze zajście.
- Nie mogę tam wejść.
- Oni już nie przyjdą, byłem u nich i zrobiłem im awanturę. Nie ośmelą się już cię stąd wygonić.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
Weszliśmy do środka. Hazz pokazał mi łóżko i łazienkę. Byłam zachwycona.
- No, to teraz idź do łazienki się przebrać, przecież nie będziesz spała w samej bieliźnie.- mówiąc to, podał mi swoją koszulę. - jutro idziemy na zakupy
- Chcesz, żebym ci towarzyszyła?
- Tak, bo przecież przed kupieniem, będziesz musiała przymierzyć nowe ubrania, co nie?
- To znaczy, że.... nie, nie mogę....
- Możesz... idź się przebrać- uśmiechnął się.
Weszłam do łazienki i nałożyłam bluzkę, którą mi dał. Potem umyłam twarz i związałam włosy gumką, w koka.
Po kilku minutach wyszłam.
Hazz leżał pod kołdrą i przyglądał się mi.
- Ale ty jesteś piękna.
- Dziękuję, ale przecież wiem, że kłamiesz.
Położyłam się obok niego.
- Dziękuję ci za wszystko- powiedziałam
- Nie masz za co dziękować. Przytul się do mnie.
Leżałam bardzo blisko niego. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje na prawdę...

Rozdział 8

Podziękowałam mu, za to zrobił. Chciałam iść już do siebie, ale on mi nie pozwolił.
- Nie pójdziesz jeszcze do siebie, najpierw pokażę ci mój aprtament, potem ty pokażesz mi swój.
- No dobrze, ale nie zobaczysz mojej sypialni - odpowiedziałam
- Dlaczego?
- No, bo..., przepraszam nie mogę- odpowiedziałam i wybuchnęłam płaczem.
Przecież nie mogłam mu tego pokazać. Nie miałam sypialni. To była zwykła piwnica. Bez łóżka, szafek, zupełnie pusta.
- Jeślj nie chcesz, nie będę cię zmuszał. Ale moją musisz zobaczyć.
Szliśmy długim korytarzem, mijając wiele różnych pokoi. Zatrzymaliśmy się pod drzwiami z napisem: ,, Pan Styles ".
Hazz wyciągną z kieszeni jeansów klucze i wsadził je do zamka.
Wszedł pierwszy, a ja tuż za nim.
Ten apartament był piękny. Nigdy wcześniej nie widziałam bardziej ekskluzywnego salonu.
- Podoba ci się? - zapytał
- Bardzo, tu jest cudownie.
- To może zostaniesz na noc, co ty na to? - zaproponował
Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy.
- Dziękuję, ale nie mogę.
- Możesz.
- Nie, na prawdę nie mogę.
- Boisz się, że cię skrzywdzę?
- Nie, oczywiście, że nie. Tylko nie chcę ci przeszkadzać.
- Ty? Ty nigdy nie przeszkadzasz.
- Dziękuję, może innym razem.
Odmówiłam, ale w głębi serca cieszyłam się, że polubił mnie do tego stopnia, że proponuje mi nocowanie.
- Poczekasz tu na mnie chwilkę? Zaraz wracam. - powiedział chłopak
- Ale wrócisz, tak...? - zapytałam niepewnie
- No jasne. Minutka i jestem.
Kiedy wyszedł poczułam się nieswojo. Chciałam usiąść w fotelu, ale obawiałam się jego reakcji. Nie ufałam mu jeszcze na tyle. Postanowiłam jednak spróbować, przecież obiecał...
Usiadłam i z ciekawością rozglądałam się po pokoju.
Nagle drzwi się otworzyły. Początkowo myslałam, że to Hazz wrócił, ale to nie był on. Do salonu weszli pan dyrektor wraz z zastępczynią.
- Co ty tutaj robisz?! - zaczęli krzyczeć na mój widok
- Ja... ja... Harry, Harry mi pozwolił.
- Kto taki? Jakim prawem odnosisz się bez szacunku. Jesteś zwykłą służącą, a pan Styles gwiazdą.
- Aaale... ale Harry mnie o to prosił.
- Wynoś się stąd! Wiesz co by było, gdyby pan Harold cię tu zobaczył!
- Ale... on mi tu kazał czekać...
- Wynocha już!
Wybiegłam na korytarz i zaczęłam płakać. Przecież on będzie na mnie zły. Znienawidzi mnie. Pomyśli, że go oszukałam. Wróciłam do siebie i płakałam. Nim się obejrzałam minęły 3 godziny. Była 11. Musiałam się położyć spać, bo rano miałam wstać o 3.
Położyłam się na podłodze. Było mi bardzo zimno. Temperatura ciągle spadała. W moim pokoju było już jedynie 5 stopni. Leżałam i płakałam. Nie mogłam usnąć. Ciągle myślałam tylko o tym, jak ja mu jutro spojrzę w oczy.
Po godzinie ktoś zapukał do drzwi. Kto to, przecież jeśli jest to ktoś do mnie, to by nie pukał. Bałam się otworzyć. Po chwili usłyszałam głos Harry'ego...

Rozdział 7

Nie mogłam w to uwierzyć. Ja taka zwykła, prosta służąca... na mnie zależy panu Harry'emu. Tak bardzo się cieszyłam. Po tej wzruszającej przemowie, mocno mnie przytulił i powiedział:
- Proszę, zaufaj mi.
- Ufam panu.
- To wspaniale, ale nie mów do mnie tak....
- Oj.. Przepraszam, jeśli powiedziałam coś źle. Tylko niech pan mnie nie bije, błagam- łzy napłynęły mi do oczu.
- Mówiłem już, że cię nie uderzę. Nie powiedziałaś nic złego piękna. Chcę, abyś nie zwracała się do mnie na pan. Jestem Harry.
Kiedy to usłyszałam... nawet sobie wyobrażacie jak bardzo się cieszyłam. Jeszcze nigdy w życiu nie wołałam kogoś po imieniu.
- Nie... nie żartuje pan? - pytałam z niedowierzaniem
- Nie, niby dlaczego miałbym żartować.
- Ponieważ wszyscy muszą zwracać się do ciebie, na pan, jedynie pańscy, to znaczy twoi przyjaciele mówią ci na ty.
- Mówią mi na ty ludzie, do których mam szacunek, których lubię i którzy na to zasługują.
- To... to znaczy, że masz do mnie szacunek i że ja na to zasługuję?
- Oczywiście, że tak. Przecież, gdybyś była taka jak reszta tych dziewczyn, to traktowałbym cię tak jak je. One  nie mają prawa zwracać się do mnie po imieniu. Ty jesteś zupełnie inna. Piękna, miła, wspaniała i skrzywdzona przez los. Nie martw się, ja zadbam, żeby pozostali mieli do ciebie szanunek.
Wzruszyłam się. On tak o mnie mówił. Myślałam, że żartuje, ale jak pozwolił mi mówić do siebie Harry. Zrozumiałam, że na prawdę mnie lubi. Nawet pan dyrektor nie odważyłby się powiedzieć do niego po imieniu. Nikt by się nie odważył, a ja bez problemu mogłam to zrobić. Moje życie już wtedy bardzo się zmieniało...

                                ***

Wróciliśmy na stołówkę. Hazz ruszył w kierunku stolika, a ja poszłam do kuchni. Okazało się, że nie było mnie tak długo, że kucharki same musiały rozdać resztę jedzenia.
Gdy tylko weszłam do środka, ujrzałam pana dyrektora, kucharki i w-ce panią dyrektor. Byli tak źli, że od razu wiedziałam, że jutra mogę nie dożyć.
Zaczęli strasznie na mnie krzyczeć. Skazali mnie na 4 godziny tortur i w tym miesiącu miałam nie dostać wypłaty. Płakałam j błagałam o przebaczenie, ale  na nich nic nie działało. W pewnym momencie Harry wszedł do pomieszczenia. Ulżyło mi. Podeszłam do niego. Automatycznie mnie przytulił. Tamci stali jak wryci i przyglądali się całej sytuacji.
- Słyszałem, że krzyczeliście na Dianę. Jakim prawem pytam? - odezwał się chłopak.
- No...no, bo. - tylko tyle potrafili wydukać.
- Ona na żadne tortury nie pójdzie, a i ma dostać pensję, zrozumiano?
- Tak oczywiście, proszę pana. Jak pan sobie życzy.
Uśmiechnęłam się do Harry'ego. On złapał mnie za rękę i razem wyszliśmy na korytarz...


czwartek, 20 listopada 2014

Rozdział 6

                       ***
Z dnia, na dzień robiło się coraz zimniej, a u mnie w pokoju już nie dało się wytrzymać. Było jedynie 5 stopni. Wyobraźcie sobie. Spałam na gołej podłodze, ubrana tylko w bieliznę. Nie dawałam sobie rady.
Do wieczora siedziałam w piwnicy i płakałam. Nie mogłam sobie wybaczyć, że on zaczyna się mną interesować. On, Harry Styles, członek najpopularniejszego zespołu wszech czasów. Przecież ja wtrącałam się w jego życie, a przy okazji je rujnowałam.
                               ***
Była 19. Musiałam zejść na dół, aby rozdać wszystkim kolację. Bałam się spojrzeć w oczy panu Harry'emu. Bałam się reakcji uczniów, jednak musiałam tam pójść.
Zeszłam na dół po schodach. Po raz kolejny weszłam do kuchni. Przy zlewie stała ta kucharka. Przyglądała się mi. Z jej oczu odczytać można było nienasiść i złość.
Wziełam pięć talerzy i ruszyłam w kierunku stoliku One Direction. Spuściłam głowę, aby uniknąć kontaktu wzrokowego z panem Styles'em. Nie udało mi się to. Kiedy tylko kładłam przed nim jedzenie, złapał mnie za rękę i przyciągną do siebie.
- Musimy porozmawiać, Diana- powiedział
Nie odpowiedziałam nic. Stałam i patrzyłam w jego piękne zielone oczy. Przestraszyłam się, wyraz jego twarzy nie świadczył zbyt dobrze.
- Chodź ze mną na chwilę.
Wyszłam razem z nim na korytarz.
- Diana, wiem, że znamy się bardzo krótko i wiem, że nadal mi nie ufasz. Nie wiem jednak dlaczego, nie rozumiem co robię nie tak. Proszę przestań tak na mnie patrzeć. Nie wytrzymam. Patrzysz tak, jakbyś prosiła mnie, żebym nie robił ci krzywdy. Przecież wiesz, że nie zrobię.
- To nie jest tak, proszę niech pan mnie źle nie zrozumie. Ja... ja po prostu nie chcę panu zniszczyć życia. Bardzo dziękuję za wszysto co pan dla mnie robi. - Nie niszczysz mi życia, piękna, to ty nie rozumiesz. Nie zauważasz, że tylko do ciebie mówię po imieniu, to ciebie komplementuję, to w twojej obronie staję. Nie robię tego dla żadnej innej dziewczyny stąd. Zależy mi na tobie. Chcę, abyś była szczęśliwa. Jak tylko kroś będzie chciał cię skrzywdzić, to będzie rozmawiał ze mną. Uwierz mi, nie pozwolę, aby stało ci się coś złego...
            
                    KONIEC ROZDZIAŁU

środa, 19 listopada 2014

Rozdział 5

Łzy ponownie napłynęły mi do oczu. Tym razem jednak nie z radości.
- Pprzepraszam...- wyjąkałam płacząc
- Ty idiotko, ty świnio, teraz ci nie podaruję, idziesz na 2 godziny na tortury.
- Bbbłagam... niech pani mi wybaczy... błagam...
- Kto ci się pozwolił odezwać, może chcesz dodatkową godzinę?
Nie odezwałam się, już miałam trzy godziny, za żadne skarby nie chciałam więcej. W najmniej spodziewanym momencie ktoś się temu sprzeciwił.
- Chyba sobie żartujesz! - krzyknął
Odruchowo wszyscy odwrócili się w stronę, z której dobiegał głos.
Ja także się odwróciłam. To, to był pan... Harry. Zauważył, że na niego patrzę. Uśmiechną się i powolnym krokiem zmierzał w mym kierunku.
Podszedł do mnie i położył rękę na moim ramieniu. Kontynuował swoją wypowiedź.
- Diana nigdzie nie pójdzie.
- Yyy...- kucharka zaczęła się jąkać.
Każdy był w szoku, nawet ja.
- Resztę talerzy rozdaj ty, Diana zostaje ze mną.
- Jak pan sobie życzy..- odpowiedziała zmieszana
- Świetnie, że się zgadzasz, bo szczerze mówiąc, nie masz innego wyjścia. Chodź piękna- powiedział i pociągną mnie za rękę.
Szliśmy przez całą stołówkę, on ciągle trzymał mnie za rękę. Zatrzymałam go na środku.
- Dziękuję, panu, nie wiem jak mogę się odwdzięczyć.- powiedziałam cicho
- Nie ma za co, przecież ci obiecałem.- odpowiedział i potarł ręką moje ramię.
Kiedy byliśmy już przy stoliku, on odsunął moje krzesło i kazał mi usiąść. Zrobiłam to, a on usiadł obok. W tym momencie, jego przyjaciele, pan Niall, pan Liam, pan Louis i pan Zayn wstali.
- My do tego poziomu się nie zniżymy, nie wiem jak ty, ale my z nią nie usiądziemy. - powiedział pan Zayn
Wyszli. Nagle wstali wszyscy, którzy znajdowali się w pomieszczeniu. Po kilku minutach nie było już nikogo.
- Przepraszam, bardzo przepraszam...- krzyknęłam i wybiegłam
- Diana, Diana poczekaj, to przecież nie jest twoja wina...- krzyczał i biegł za mną.
Zatrzymałam się tuż przed schodami, na korytarzu.
- Ja, ja panu życie niszczę...- mówiłam płacząc
- Nie, nie niszczysz- pocieszał mnie
- Niszczę, ja wszystko psuję, przepraszam- wybiegłam do mojego pokoju.
Nie wszedł za mną, Wrócił do pokoi swoich przyjaciół. Nie mam pojęcia, o czym rozmawiali. Nie wiem, co się po tym działo.
Położyłam się i płakałam. Z jednej strony, byłam tak szczęśliwa, że się za mną postawił, a z drugiej, wiedziałam, że nie mogę pozwolić, aby przez mnie zrujnował sobie życie.
Przynajmniej dzisiaj nie skazano mnie na tortury...

                                                     KONIEC ROZDZIAŁU

Rozdział 4

Wróciłam do swojego pokoju. Położyłam się na podłodze i długo rozmyślałam nad tym, co się stało. Nie mogłam w to uwierzyć. Jeszcze nikt nigdy się tak wobec  mnie nie zachował. Myliłam się, myślałam, że mnie znienawidzi. Na całe szczęście tak nie było. Może on... może kiedyś pozwoli mi mówić sobie na ty. Może kiedyś... może będę mogła do niego podejść, przytulić się i powiedzieć, jak bardzo mi ciężko. Te myśli wciąż chodziły mi po głowie. Uspokoiłam się i zeszłam na dół po schodach. Była już 14. Czyli czas na obiad. Weszłam bezszelestnie do kuchni. Uczniowie mieli jeść naleśniki. Niestety w poniedziałki nie dostaję jedzenia. Jem tylko w czwartki. Nim się obejrzałam, stołówka była pełna. Dosłownie nie było wolnego stolika. Wyobraźcie sobie, do szkoły chodziło
6 000 uczniów. Ja byłam także kelnerką. Jako jedyna. Miałam im wszystkim rozdać talerze, potem napoje, wszystko co sobie zażyczyli. Przyzwyczaiłam się, bo od czterech lat, dzień w dzień było to samo. Jednak po przyjeździe One Direction, musiałam pracować dwa razy szybciej.
Jako pierwsze oczywiście podeszłam do ich stolika. Położyłam 5 misek a stole. Ukłoniłam się i powoli próbowałam odejść. Patrzyłam na pana Harry'ego. Ciągle się do mnie uśmiechał.
- Wynoś się stąd, bo pójdziesz na tortury- krzyknął pan Louis
Przeraziłam się, pan Harry wstał i podszedł do mnie. Odruchowo cofnęłam się o krok, jednak po chwili przypomniałam sobie, że obiecał, obiecał, że nic mi nie zrobi. Podszedł bliżej.
- Dziękujemy, ci bardzo, usiądź z nami - powiedział i uśmiechnął się jeszcze bardziej
Nastąpiła chwila ciszy. Bałam się odezwać. Kiedy byliśmy sami, czułam, że mogę mu zaufać. Teraz też czułam się odważniejsza, jednak nie na tyle, żeby odpowiedzieć, a tym bardziej się zgodzić.
Zrozumiał mój lęk. Podszedł jeszcze bliżej. Przytulił mnie. Boże... łzy napłynęły mi do oczu. Nie wiedziałam, czy to na prawdę się dzieje...
- Nie pamiętasz co ci obiecałem?- zapytał mnie
- Pamiętam, oczywiście. Jak mogłabym zapomnieć. - odpowiedziałam mu na ucho.
- No to w czym problem? Proszę usiądź z nami.
Zerknęłam kątem oka na stół. Faktycznie, było jedno wolne miejsce, obok niego.
Podjęłam decyzję.
- Mogę, nie żartuje pan? - zapytałam przestraszona
- Nie, uwierz mi.
- No, no dobrze. Jeśli mogę. Ale niestety nie teraz, muszę obsłużyć resztę stolików.
- Ale zaraz wracasz tak?
- Oczywiście, jeśli tylko sobie pan tego życzy.
- Życzę sobie. Idź już, ale zaraz wracaj.
- Dziękuję panu bardzo.
Ukłoniłam się i odeszłam. Byłam tak zamyślona, że niestety nie zauważyłam kucharki, która przechodził obok mnie. Potem miałam tylko same problemy...

niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 3

Wyszłam na środek. Wszyscy na mnie patrzyli. Czułam się zagubiona. Nie wiedziałam co zrobić, co powiedzieć, aby nie zostać ukarana. Stanęłam przed nimi i spojrzałam im prosto w oczy. Miałam łzy w oczach, ja, taka głupia, prosta dziewczyna, spotykam najsławniejszy zespół na świecie. Bałam się ich reakcji. Popatrzyli na mnie, panowie Niall, Liam, Zayn i pan Louis odpowiedzieli tylko, że zgadzają się, żebym ja była ich służącą, pan Harry nie odpowiedział nic. Wpatrywał się w mnie, chyba nie słyszał tego, jak wołają go przyjaciele, bo nie zaagował. Wszyscy wyszli, zostaliśmy tylko my, ja i on. Staliśmy w ciszy. W pewnym momencie, chłopak to przerwał. Podszedł do mnie bliżej, przestraszyłam się, że mnie uderzy. Ale nie. Pocałował mnie w rękę i przedstawił się. Ja tego nie zrobiłam, nie odezwałam się. Nie znałam go, myślałam, że to po prostu jakiś żart.
- Jak masz na imię? - zapytał
Spojrzałam mu w jego duże, zielone oczy i łzy ponownie napłynęły mi do oczu.
- Nie bój się mnie, w mojej obecności możesz mówić śmiało, ja cię nie skrzywdzę. Nie mogę ci obiecać, że moi przyjaciele tego nie zrobią, ale mi na prawdę możesz zaufać. I nie płacz piękna, bo nie masz o co. Powiedz jak mam się do ciebie zwracać.
- Nie uderzy mnie pan, na prawdę?
- Nie, niby dlaczego miałbym to zrobić.
- Mam na imię Diana - odpowiedziałam drżącym głosem - ale niech pan się do mnie zwraca, jak pan sobie życzy, jestem przyzwyczajona do wyzwisk.
W tym momencie to sali wszedł Liam.
- Hazz chodź, nie zawracaj nią sobie głowy, rozdajemy autografy.
- Już idę- powiedział - trzymaj się Diana, nie płacz, proszę. Przed wyjściem potarł ręką moje ramię. Kiedy drzwi się za nimi zamknęły wybuchnęłam płaczem, ale nie ze smutku, z radości. Po raz pierwszy w życiu płakałam ze szczęścia...

KONIEC ROZDZIAŁU

Rozdział 2

Od dwóch tygodni w szkole mówiono, że przyjedzie najsławniejszy boysband na świecie, One Direction. Nie miałam pojęcia kto to, bo niby skąd miałam je mieć. Musiałam wstawać o 3 nad ranem, żeby przygotować się do ich przyjazdu. Zrobiono ogólny remont. Urządzono 5 sypialni, do których nie mogłam wejść. To były jedyne pomieszczenia, które nie były na mojej głowie. Pan dyrektor zarządził, że mam przeczytać pięć 100 stronowych  książek na temat każdego z chłopców. Tak więc dowiedziałam się o nich praktycznie wszystkiego, co lubią jeść, co lubią robić i  co robić, żeby się nie denerwowali. Dni mijały, a ja miałam coraz więcej pracy.
W poniedziałek 10 października, nadszedł ten dzień. Bardzo bałam się, że ci panowie mnie od razu znienawidzą i będę jeszcze gorzej bita, poniżana, a może nawet będą chcieli mnie skrzywdzić. Nie wiedziałam, czego mogę się po nich spodziewać. Z tego co przeczytałam, to najbardziej mogłam obawiać się pana Harry'ego Styles'a. Nie spałam w nocy w ogóle. Modliłam się, aby nie było tak źle jak sobie to wyobrażałam. Umyłam się, uczesałam i nałożyłam świeżo wyprany fioletowy fartuch. Byłam gotowa. Zeszłam po cichu po schodach i weszłam do każdego z pokoi, do których miałam dostęp, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. O dziesiątej wszyscy uczniowie zebrali się w ogromnej sali gimnastycznej. Tam za parę minut mieli pojawić się goście. Z dziesięciominutowych spóźnieniem czwórka Brytyjczyków i Irlandczyk weszli do środka. Stałam pod ścianą. Mój wzrok od razu przyciągnął jeden z nich. Dobrze wiedziałam, już kim on jest. To Harry, ten bad boy. Długa na niego patrzyłam, w końcu zauważyłam, że on też mi się przygląda, mówi coś do Louis'a i wskazuje na mnie palcem. Zawstydziłam się i odwróciłam głowę. Dlaczego on na mnie spojrzał? Tego nie mogłam zrozumieć. Może tylko pokazywał przyjacielowi, że to ja jestem służącą? Nie miałam zbyt dużo czasu, żeby się nad tym zastanawiać, bo pani w-ce dyrektor kazała mi wyjść na środek sali i przedstawić się gwiazdorom. To był jedyny moment, w którym mogłam się odezwać. Zrobiło mi się gorąco. Słyszałam, jak pani mówi: Drodzy państwo, za chwilę poznacie służącą, ona będzie podawała państwu posiłki, będzie robiła co tylko panowie sobie życzą. Na parterze jest sala tortur, więc jeśli zrobi coś źle możecie ją ukarać". Ze spuszczoną głową powolnym krokiem weszłam na środek...


                                                        KONIEC ROZDZIAŁU

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 1

W szkole pracuje jako służąca tylko ja. Z resztą nie jestem jedynie sprzątaczką. Jak już mówiłam, jestem bita. Na parterze jest nawet sala tortur. Przepywam tam codziennie. Chcecie wiedzieć dlaczego? Powiem Wam, mam nadzieję, że chociaż Wy mnie zrozumiecie i mogę Wam zaufać. Zostałam 2 razy zgwałcona. To nie była moja wina. Ale każdy tak uważa. Nigdy nie zapomnę tych dni. One zmieniły moje życie, to przez to tu się znalazłam. Jak tylko to sobie przypomnę, od razu płaczę. Nie chcę Wam więcej o tym opowiadać, może kiedyś, poznacie całą historię mojego życia... Teraz za to dowiecie się, trochę o szkole. Miesięcznie dostaję 50 złotych. To ma mi wystarczyć. Muszę kupić sobie mydło, szampon do włosów, tampony, wszystkie rzeczy, prócz jedzenia. Jedzienie dostaję raz w tygodniu. Mam anoreksję. Pewnie nie możecie uwierzyć, że wytrzymuję. Na początku nie dawałam sobie rady, teraz do tego przywykłam. Z pensji, którą otrzymuję można przeżyć, nie kupuję ubrań, mam 2 fartuchy, w których codziennie chodzę. To mi wystarcza. Zostaje mi około 10 złotych, to odkładam do specjalnego pudełka, które odkładam na ślub. Wiem, że nikt mnie nie pokocha, no bo kto by chciał taką prostaczkę, głupią i beznadzieją. Nie mogę nikomu nic zaoferować, domu, pieniędzy, niczego materialnego. Mogę obdarzyć go bezgraniczną miłością, zrozumieniem i pewnością, że nigdy go nie zostawię. Ale to za mało. Często mdleję, z braku pożywienia, zimna, ponieważ śpię na gołej podłodze w piwnicy i bólu. Co najgorsze, nie mam ani poduszki, ani kołdry. Śpię w samej bieliźnie. Każda noc i każdy dzień to walka o przeżycie...