Weszliśmy do środka. Zobaczyłam wszystkich jego kolegów z zespołu, siedzących na kanapie.
- Siadaj Harry - powiedział pan Louis i spojrzał na mnie, wrogim wzrokiem.
Chłopak usiadł i kazał mi usiąść obok. Nie byłam pewna, czy mogę to zrobić. Co by było, gbyby pan Tomlinson by się zezłościł? On i tak mnie nienawidzi. Hazz spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się. Pociągnął mnie za rękę i posadził sobie na kolanach.
Panowie długo rozmawiali. Ja jednak się nie odzywałam. Uznałam, że lepiej będzie wycofać.
Z całej tej rozmowy. Najbardziej w pamięci utkwiło mi to zdanie.
- Tak właściwie to kim dla ciebie jest ta dziewczyna? - zapytał Harolda pan Zayn
- Ona jest...yyy...moją dzie....najlepszą przyjaciółką.
Nazwał mnie swoją przyjaciółką. Z jedej strony bardzo się cieszyłam, ale z drugiej zrozumiałam, że on nie odwzajemnia mojego uczucia. Nie ukrywam, że troszkę się zawiodłam.
Pan Liam przyniósł 6 kubków z herbatą.
Ja także go otrzymałam. Wszystko było dobrze, do czasu... przez przypadek upuściłam szklankę.
- Przepraszam...bardzo... - jąkałam się
- Ty idiotko... to był mój ulubiony kubek, jak mogłaś debilko! - zaczął na mnie krzyczeć pan Horan
- Ale...ja...- wiedziałam, że im dłużej będę przepraszała, tym większe jest prawdopodobieństwo, że każą mi iść na tortury.
Wymyślony przeze mnie czarny scenariusz, zaczął się potwiedzać.
- Idziesz, na tortury ty ofiaro! - zarządził pan Malik.
Ze łzami w oczach spojrzałam na Harry'ego.
Z powrotem wziął mnie na kolana. Przytulił mnie i szepnął:
- Nie pozwolę na to. Nigdzie nie pójdziesz, proszę nie płacz.
- Hazz, co ty robisz? Przecież ona jest zwykłą służącą, brzydką i głupią. - mówił pan Payne.
- Nie mów tak o niej! Nie macie prawa jej obrażać. Może i jest służącą, ale na pewno nie głupią i brzydką! - zdenerwował się chłopak.
Wzruszyłam się. Bronił mnie, chociaż nie wiedział, że jestem wykształcona. Nie powiedziałam mu, że mówię w 6 językach. Nie wiedział, że ukończyłam studia, a i tak im się stawiał.
- Chodź piękna, wychodzimy. - powiedział i złapał mnie za rękę.
Wrócilśmy do apartamentu.
- Jak oni mogą? - ciągle powtarzał
- Nie złość się, proszę, nie kłóć się z mojego powodu - pocieszałam go
- Dlaczego oni cię nie szanują, nawet nie chcą cię lepiej poznać?
- Może mają rację, ty też nie powinieneś się ze mną zadawać.
- Przestań, wiesz, że jesteś mi bardzo bliska, że chcę, abyś była jeszcze bliżej. - powiedział i przysunął się do mnie.
W tym momencie przypomniałam sobie o telefonie. Poszłam do sypialni i wzięłam ze stolika komórkę. Wróciłam i usiadłam obok niego.
- Ej, usiądź bliżej - odrzekł
Wtuliłam się w niego.
- Nauszczę cię się nim obsługiwać - zaproponował
- Mógłbyś? - uśmiechnęłam się
- Oczywiście.
KONIEC ROZDZIAŁU
piekny :')
OdpowiedzUsuń