Pokazywał mi, co tylko chciałam. Jednak nie zwracałam zbytnio uwagi na telefon. Wpatrywałam się w jego piękne, zielone oczy. Ciągle się do mnie uśmiechał. Siedziałam w niego wtulona. Tak mogłoby być już zawsze. Zawsze mogłabym być z nim. Dzięki niemu moje życie zupełnie się zmieniało. Coraz to bardziej się przed nim otwierałam. Robiłam się caraz śmielsza. Zaufałam mu, jak jeszcze nigdy dotąd nikomu. Miałam pewność, że mnie nie skrzywdzi.
Nim się obejrzeliśmy była już 23.
- Idziemy spać, piękna? - zapytał
- Tak, jestem strasznie zmęczona. - odpowiedziałam
Weszłam do łazienki i jak zawsze zrobiłam wieczorną toaletę. On jak zwykle na mnie czekał.
- Diana?
- Tak?
- Co ty na to, żebyś zwolniła się stąd? Poszła do szkoły i zaczęła żyć jak zwykła nastolatka?
- Nie mogę. Muszę tu pracować. Zapewniają mi mieszkanie, jedzenie, pieniądze. Nie mam co liczyć na pomoc od kogokolwiek innego.
- A ja?
- Tak, teraz mi pomagasz i jestem ci bardzo wdzięczna, ale nie wiem, co będzie za kilka lat, miesięcy, a może nawet tygodni.
Hazz przełknął ślinę, spojrzał mi w oczy.
- Nie ufasz mi, nadal mi nie ufasz.
Powiedział i wyszedł z sypialni.
W tym momencie zaczęłam płakać. Obraził się na mnie. Było już tak dobrze, a ja wszystko zepsułam.
Postanowiłam zostawić rzeczy które mi kupił i wrócić do starego pokoju.
Wzięłam ze sobą tylko te dwa fartuchy. Podeszłam do kanapy, na której siedział i pożegnałam się z nim.
- Dziękuję ci za wszystko, dziękuję za to, co dla mnie robisz. Nie zapomnę tego, nigdy. - po tym wyszłam.
Szłam korytarzem w stronę pokoju, kiedy chłopak złapał mnie za rękę.
- Stój, Diana. Nie o to mi chodziło...
- Ale mi o to. Przepraszam- odwróciłam się i ze łzami w oczach znów kierowałam się do sypialni.
- Nie pozwolę ci odejść. Nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczysz. - upierał się
- Twoi przyjaciele mają rację.
- Nie mają, nigdy nie mieli. Nie przejmuj się nimi, chyba najważniejsze jest to, żebyśmy my byli szczęśliwi. - ciągle patrzył mi w oczy.
Próbowałam unikać jego wzroku. Jego zielone tęczówki przeszywały mnie na wylot. Miałam ogromny dylemat. Co mam zrobić? Wciąż zadawałam sobie to pytanie.
Zrezygnowana podjęłam decyzję. Może i nie była ona rozsądna, ale na pewno lepiej było dla niego.
- Na prawdę nie mogę - powiedziałam i weszłam do środka.
Nie wszedł za mną. Odpuścił sobie. Było mi trochę smutno, ale kochałam go. Zrobiłam to dla niego.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. W tym momencie przypomniał mi się wszystkie rzeczy, które mi się tu przydarzyły. To, jak mnie bito, upokarzano, każdy raz, kiedy całą noc płakałam i modliłam się, aby dostać jeszcze choć jeden dzień życia. Wybuchnęłam płaczem. Było tak dobrze... Przysłowia nie kłamią, wszystko co dobre, kiedyś się kończy...
Wszystko musiało wrócić do normy. Musiałam zaprzestać spotykania się z nim. To było dla jego dobra.
Położyłam się na podłodze i próbowałam zasnąć. Nie mogłam. Kiedy tylko zamknęłam oczy, widziałam te wszystkie sceny z mojego życia. Brakowało mi go tak bardzo. Chciałam znów się do niego przytulić. Usłyszeć jego niski głos. Zobaczyć, ten jego szatański uśmieszek. On był idealny...
KONIEC ROZDZIAŁU
Jak widzicie znów postanowiłam powrócić do pisania. Doszłam do wniosku, że co ma być to będzie. Jeśli klasa dowie się o blogu i zacznie go czytać, wtedy będę martwiła się co dalej, a na razie jak tylko on zna link... może nie będzie tak źle :)
Następny rozdział już wkróce, najprawdopodobniej jutro nie dam rady, ponieważ mam olimpiadę z przyrody, ale postaram się napisać dziś i udostępnić jutro. Dam znać na facebook'u ;)
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Rozdział 19
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
yeeeeay zajebisty! :****
OdpowiedzUsuń