czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdział 37

Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. On tyle dla mnie robi, naprawdę mnie kocha...
Lekko pocałowałam go w policzek i próbowałam się wydostać z jego mocnego uścisku.
Pomyślałam, że tym razem to ja mu zrobię śniadanie, przecież jakoś muszę mu się odwdzięczyć za to wszystko...
Kiedy już wstawałam z łóżka on momentalnie się zerwał.
- Gdzie się wybierasz? Chcesz mi uciec, piękna? Nigdzie cię nie puszczę - powiedział zaspany i pociągnął mnie za rękę.
Znów na nim wylądowałam. Ścisnął mnie tym razem jeszcze mocniej.
Posadził mnie sobie na kolanach. Delikatnie odgarnął kosmyk długich włosów, zachodzących mi na twarz i pocałował mnie w szyję.
- Gdzie chciałaś iść? - szepnął i oparł swój podbródek na moim obojczyku.
- Szłam do kuchni - usiłowałam mu to wyjaśnić
- No dobrze, ale następnym razem, jak będziesz chciała gdzieś pójść sama, to informuj mnie, proszę - jego zielone tęczówki zwrócone teraz były na moje źrenice.
- Uważasz, że chcę ci uciec? Nie ufasz mi, Harry? - zapytałam i odwróciłam głowę w stronę okna.
- Piękna, to nie o to chodzi, ja... ja się po prostu o ciebie boję, już kilka razy zostawiłem cię samą... Przecież wiesz, co by się stało, jeśli nie wróciłbym w odpowiednim momencie... - odpowiedział i delikatnie pocałował mnie w rękę.
- Kochasz mnie? - znałam odpowiedź...ale tak bardzo chciałam ten jego niski głos.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak. Ja nie umiem tego opisać. Ty jesteś dla mnie najważniejsza, rozumiesz? Najważniejsza... - powtórzył
Uśmiechnęłam się sama do siebie.
Z dnia na dzień coraz bardziej się w nim zakochiwałam. Nie wiem, co on w sobie ma, ale przyciąga mnie do siebie.
Ten jego szatański uśmieszek, zmienność, raz jest romantyczny, raz zgrywa bad boy'a, ale cały czas mnie komplementuje. On mnie tak docenia, przy nim, czuję się atrakcyjna, że ktoś mnie jednak kocha i że mam dla kogo żyć...
Od czasu, gdy go poznałam... tyle się zmieniło, a on, tyle lat minęło, on nadal jest taki sam.
Ufam mu bezgranicznie, jak nikomu innemu, może czasem zdarzają mu się wpadki, ale widzę, że on ich naprawdę żałuje i poprostu mu wybaczam...
                             ***
- Skoro teraz wiesz, gdzie mam zamiar iść, to mogę? - zapytałam i uśmiechnęłam się
- Teraz możesz, tylko weź ze sobą telefon i uważaj na siebie kotku - zgodził się
- Będę uważała.
Wziełam ze stolika w salonie swojego smartfona i wybiegłam na korytarz.
Zbiegłam po schodach i natknęłam się na...
A przecież mogłam zostać w domu... Znów problemy?... Co mnie jeszcze czeka?...

                 KONIEC ROZDZIAŁU
Jak tam święta? U mnie mega, dostałam torbę i zniszcz ten dziennik, a od siostry kalendarz z Londynem ♡♡♡ i książkę.
No ale nie przedłużam. Dziękuję za komentarze :)
5 kom = next jutro bądź w sobotę
A i jeszcze jedno, zdarza się, że zapominam o notatce do rozdziału. Tp tak, gdybym zapomniała dodać to zawsze 5 kom = next następnego dnia, bądź następnego następnego ( tak to się pisze? XD )
KOMENTUJCIE! ;**
            

2 komentarze: