Harry spojrzał w moją stronę.
- Skoro ja mówię, że możesz ze mną jechać, a ty mi nie wierzysz, to proszę niech powie ci to on- mówiąc to wskazał palcem na pana dyrektora.
Ten stał i się nie odzywał.
- Mów! - krzyknął Hazz
- Pozwalam ci wyjść na dwór- odpowiedział niechętnie
Podeszłam do chłopaka i mocno się w niego wtuliłam.
- Dziękuję- powiedziałam ze łzami w oczach
- Nie ma za co, ale chodźmy już.
Wyszliśmy przed budynek. Od ponad roku nie wychodziłam na świeże powietrze. W sumie to na dworze byłam 3 razy od kąd tu jestem. Harry wziął mnie za rękę i prowadził do samochodu.
Otworzył drzwi i pomógł mi wejść do środka.
Zaparkował auto na parkingu przed galerią handlową.
- Najpierw pójdziemy po ubrania, a potem kupimy wszystko inne - odrzekł
Weszliśmy do sklepu z damską odzieżą. Hazz rozglądał się po pomieszczeniu, a ja podążałam za nim.
- Ej, czemu nic nie wybierasz? Nie podoba ci się tu nic? - zapytał zmieszany
- Oczywiście, że mi się podoba, ale nie chcę nic. Nie mogę.
- Przestań, proszę cię. Przyszliśmy tutaj dla ciebie.
Było mi bardzo miło, że on się tak stara, jednak nic od niego nie chciałam. Nie mogłam naciągać go na jakie kolwiek koszty.
Harry podszedł do jednego z manekinów. - Przymierz tą bluzkę. Jak sama nie chcesz wybrać, to ja to zrobię za ciebie- mówiąc to podał mi ubranie
- Harry, ale ja na praw...- w tym momencie mi przerwał
- Możesz, a nawet musisz. Idziemy do przymierzalni, chodź.
Weszłam do środka.
- Nakładaj ją, zaraz wracam- odpowiedział i zasuną zasłonę w pomieszczeniu.
Zdjęłam fartuch i nałożyłam biały top, który mi dał. Bardzo mi się podobał, dopóki nie zobaczyłam jego ceny. Kosztował 70 zł. To więcej niż moja pensja. Nie stać mnie na niego.
- Diana, mogę wejść? - pytał Harry
- Tak, oczywiście, że tak.
W tym momencie chłopak odsunął zasłonę i spojrzał na mnie.
- Wyglądasz pięknie- powiedział - podoba ci się, prawda?
- Tak, ale czy ty widziałeś jego cenę. Nie mam tyle pieniędzy.
- Ja płacę, więc nie masz się o co martwić. A teraz nakładaj to- powiedział i podał mi stertę ubrań. - zawołaj mnie, jak będziesz gotowa.
Wyszedł a ja zaczęłam robić to, co mi kazał.
Przymierzyłam wszystkie i zawołałam chłopaka.
- Dobra, nie przebieraj się już w ten fartuch, bo nie mogę na niego patrzeć. Idziemy do kasy.
Myślałam, że kupi tylko to, w co byłam ubrana, ale nie, on wziął wszystkie ubrania, które przymierzyłam. Było ich bardzo dużo. Cztery pary spodni, sześć bluzek, trzy swetry i dwie sukienki.
Podeszliśmy do kasy. Razem wyszło 1200 złotych. Dla mnie to była suna nie do pojęcia, a dla niego nic.
- Hazz, czy ty oszalałeś?
- Nie, czemu tak mówisz?
- Wydałeś już na mnie 1200 złotych.
- Przecież wiesz, że jestem milionerem. Teraz idziemy po buty - oświadczył
Nie sprzeciwiałam się już, bo to nie miało sensu. Prosiłam, żeby nic nie kupował, ale on mnie nie słuchał.
Weszliśmy do sklepu obówniczego.
- Czy pomoże nam pani wybrać buty dla tej pięknej dziewczyny? - zapytał sprzedawczyni Harry
- Oczywiście, jaki rozmiar buta nosisz? - zwróciła się do mnie kobieta.
Nie wiedziałam, czy się odezwać, czy też nie. Spojrzałam na chłopaka. Uśmiechną się i kiwną głową, na znak, że mam odpowiedzieć.
- Nie wiem.
- No cóż, masz malutką stópkę, więc spróbujmy z rozmiarem 34. Tylo jakie mają to być buty.
- Trampki, szpilki, botki i jakieś sportowe- odpowiedział Hazz.
Zszokowało mnie. Wydał na mnie 1200 złotych i jeszcze kupuje mi dodatkowe cztery pary butów. Nie mogłam w to uwierzyć.
Wybraliśmy obówie i podeszliśmy do kasy. Nie zgadniecie, ile zapłacił. 1000 złotych. Razem było już ponad 2000. On serio oszalał.
Wyszliśmy na zewnątrz.
- Harry, ja tak bardzo ci dziękuję - powiedziałam, do oczu napłynęły mi łzy.
- Idziemy do restauracji. Dobrze?
Było przed pierwszą. Jak bylibyśmy w szkole zaraz jadłby obiad.
Usiedliśmy przy stoliku. Kelner przyniósł nam menu.
- Co chcesz jeść? - zapytał mnie
- A...ale Harry... dzisiaj jest środa...
Zmieszałam się, myślałam, żeon sobie robi ze mnie żarty.
- No wiem, że jest środa, co z tego?
- Ja...ja przecież nie mogę jeść..
- Jak to nie dają ci jedzenia? - przestraszył się
- Ja...jem tylko w czwartki.
- Co? Jesz raz w tygodniu?
- No tak, nie wiedziałeś?
- Diana, kochanie, dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej?
- Bo ja myślałam, że wiesz.
- To się zmieni, obiecuję ci, będziesz dostawała jedzenie, kiedy tylko będziesz chciała.
- Hazz, ale ja tego nie potrzebuję, tyle mi wystarcza.
- Przyzwyczaiłaś się, przecież ty masz anoreksję.
- Mam, ale daję radę.
- Ja już sobie z nimi pogadam, jak oni mogą cię tak traktować. Dobrze, co będziesz jadła?
- Nic, Harry, jutro zjem.
- Nie, nie, nie i jeszcze raz nie...
KONIEC ROZDZIAŁU
Cud !! Szybko next ! To rozkaz xD :* ♥♥♥♥
OdpowiedzUsuńBoze to jest piekne *-* Nie wiem czy tylko ja.. Ale po raz kolejny sie rozryczalam :( Czekam na next'a <3
OdpowiedzUsuńCzytam tego bloga i czytam...podoba mi sie ;)
OdpowiedzUsuń