Wróciłam do swojego pokoju. Położyłam się na podłodze i długo rozmyślałam nad tym, co się stało. Nie mogłam w to uwierzyć. Jeszcze nikt nigdy się tak wobec mnie nie zachował. Myliłam się, myślałam, że mnie znienawidzi. Na całe szczęście tak nie było. Może on... może kiedyś pozwoli mi mówić sobie na ty. Może kiedyś... może będę mogła do niego podejść, przytulić się i powiedzieć, jak bardzo mi ciężko. Te myśli wciąż chodziły mi po głowie. Uspokoiłam się i zeszłam na dół po schodach. Była już 14. Czyli czas na obiad. Weszłam bezszelestnie do kuchni. Uczniowie mieli jeść naleśniki. Niestety w poniedziałki nie dostaję jedzenia. Jem tylko w czwartki. Nim się obejrzałam, stołówka była pełna. Dosłownie nie było wolnego stolika. Wyobraźcie sobie, do szkoły chodziło
6 000 uczniów. Ja byłam także kelnerką. Jako jedyna. Miałam im wszystkim rozdać talerze, potem napoje, wszystko co sobie zażyczyli. Przyzwyczaiłam się, bo od czterech lat, dzień w dzień było to samo. Jednak po przyjeździe One Direction, musiałam pracować dwa razy szybciej.
Jako pierwsze oczywiście podeszłam do ich stolika. Położyłam 5 misek a stole. Ukłoniłam się i powoli próbowałam odejść. Patrzyłam na pana Harry'ego. Ciągle się do mnie uśmiechał.
- Wynoś się stąd, bo pójdziesz na tortury- krzyknął pan Louis
Przeraziłam się, pan Harry wstał i podszedł do mnie. Odruchowo cofnęłam się o krok, jednak po chwili przypomniałam sobie, że obiecał, obiecał, że nic mi nie zrobi. Podszedł bliżej.
- Dziękujemy, ci bardzo, usiądź z nami - powiedział i uśmiechnął się jeszcze bardziej
Nastąpiła chwila ciszy. Bałam się odezwać. Kiedy byliśmy sami, czułam, że mogę mu zaufać. Teraz też czułam się odważniejsza, jednak nie na tyle, żeby odpowiedzieć, a tym bardziej się zgodzić.
Zrozumiał mój lęk. Podszedł jeszcze bliżej. Przytulił mnie. Boże... łzy napłynęły mi do oczu. Nie wiedziałam, czy to na prawdę się dzieje...
- Nie pamiętasz co ci obiecałem?- zapytał mnie
- Pamiętam, oczywiście. Jak mogłabym zapomnieć. - odpowiedziałam mu na ucho.
- No to w czym problem? Proszę usiądź z nami.
Zerknęłam kątem oka na stół. Faktycznie, było jedno wolne miejsce, obok niego.
Podjęłam decyzję.
- Mogę, nie żartuje pan? - zapytałam przestraszona
- Nie, uwierz mi.
- No, no dobrze. Jeśli mogę. Ale niestety nie teraz, muszę obsłużyć resztę stolików.
- Ale zaraz wracasz tak?
- Oczywiście, jeśli tylko sobie pan tego życzy.
- Życzę sobie. Idź już, ale zaraz wracaj.
- Dziękuję panu bardzo.
Ukłoniłam się i odeszłam. Byłam tak zamyślona, że niestety nie zauważyłam kucharki, która przechodził obok mnie. Potem miałam tylko same problemy...
Booze *-* Hazz jesy taki kochany OMG <3
OdpowiedzUsuń