Co miałam zrobić? Otworzyć? A jeśli to Harry? Kto inny? Byłam przerażona. W ostatniej chwili podeszłam do drzwi. Wzięłam głęboki i otworzyłam je. Przez moment znieruchomiałam. Zobaczyłam pana dyrektora.
- Ty podła żmijo. - zaczął krzyczeć - tyle skarg na ciebie dostałem!
- Ja...przepraszam - wyjąkałam
- Idziesz na tortury.- odrzekł
Znów się zaczęło. Szczerze mówiąc, to odzwyczaiłam się od tego. Przywykłam do wygody, do komplementów, do Harry'ego... Bałam się. Miałam o 17 zjawić się na sali tortur. On wyszeł, a ja znów pogrążyłam się w tysiącach myśli. Dlaczego ja byłam taka głupia? Dlaczego postanowiłam zejść tak wcześnie na dół? Co mnie podkusiło? Nie mogłam sobie tego wybaczyć. Wiedziałam, że nie mogę już liczyć na pomoc od chłopaka. Musiałam sama sobie z tym poradzić. Czas upływał nieubłaganie. Powoli przygotowywałam się psychicznie, do tego, co miało się wydarzyć.
Nim się obejrzałam wybiła godzina cierpienia. Obmyłam twarz zimną wodą i zeszłam na dół po schodach.
Weszłam do środka i zaczęło się... Nie wiele z tego pamiętam. Strasznie cierpiałam. Przypmoinam sobie tylko, jak płakałam. W pewnym momencie już nie dawałam rady i zemdlałam. Nie mam pojęcia co działo się potem. Z opowieści świadków, Harry wbiegł do środka wziął mnie na kolana i rozmawiał ze mną, abym nie zamknęła oczu. W tym czasie ktoś zadzwonił na pogotowie.
***
Obudziłam się w szpitalu. Pierwsze co zobaczyłam to Harolda siedzącego obok łóżka ze spuszczoną głową. Położył ręce na kołdrze. Ja momentalnie ujęłam jego dłoń i spojrzałam na niego. Podniósł głowę i spojrzał mi w oczy.
- Diana - zauważyłam, że ma łzy w oczach.
Delikatnie potarłam jego policzek.
- Ja...przepraszam kotku - wyjąkał
Zrozumiałam, że nad sobą nie panował. Lekko się uśmiechnęłam.
- Wybaczysz mi, piękna? - pytał
- Oczywiście. - nie miałam już wątpliwości.
Przyszedł lekarz.
- To ja wyjdę, jestem na korytarzu Diana - powiedział i wyszedł.
Doktor oznajmił, że za kilka dni będę mogła wrócić do pracy.
Kiedy poszedł uświadomiłam sobie, że Hazzie nadal na mnie zależy.
Spojrzałam przez szklane drzwi na korytarz. Na krześle siedział Harry. Co kilka minut spoglądał w moją stronę. Zauważył, że mu się przyglądam. Uśmiechnął się, próbował ukryć zdenerwowanie, ale mnie nie oszuka. Widziałam, że się o mnie martwi, a z drugiej strony jest wściekły, na dyrektora. Pokazałam mu, aby do mnie przyszedł.
Wstał z krzesła i podszedł do łóżka.
- Już nie pozwolę cię skrzywdzić - powiedział i pocałował mnie w policzek. - kiedy stąd wyjdziesz, wracasz do mnie.
Nie stawiałam się. Przez ten krótki czas zrozumiałam, jak bardzo go kocham.
- Harry, mogę cię o coś zapytać?
- Jeśli mówisz o tym, co wydarzyło się wczoraj, przepraszam, po tym, jak mnie zostawiłaś...- co trochę robił przerwy - ja...ja postanowiłem utopić smutki w alkocholu... nie panowałem nad sobą... - ciągle miał łzy w oczach
- Dobrze, Hazz, wybaczyłam Ci. Z resztą nie miałam za bardzo czego. - pocieszałam go
- Ja sobie tego nie wybaczę...
Przululił mnie, znów czułam jego ciepło...
KONIEC ROZDZIAŁU
Dałam radę napisać rozdział :)
Trzymajcie kciuki, żebym przeszła olimpiadę z przyrody. Następny 22 rozdział już jutro ;**
Jest taki smutny i sweetasny <3 czekam na next'a :* :*
OdpowiedzUsuń