czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział 23

Nie mogłam oderwać wzroku od jego przeszywających, zielonych oczu.
- Ja... nie wiem od czego zacząć...
Nie przerywałam mu.
- Ja wiem, jak się czujesz. Chcę ci pomóc...
Czyli jednak to nie miłość. Posmutniałam. O czym on w takim razie gadał?
- Skąd wiesz? Hazz, ty tego nie rozumiesz... - powiedziałam
- Może nie przeżyłem tego co ty, ale ktoś bardzo mi bliski...
Ktoś z jego rozdziny też przechodził takie piekło? Bał się zapytać. Zamilkłam i zwróciłam wzrok na podłogę.
- Wiem, że chcesz, się dowiedzieć więcej, ale to potem - odpowiedział tak, jakby czytał mi w myślach.
Uśmiechnął się i złapał mnie za rękę.
- Bardzo dużo dla mnie znaczysz, wiesz. - odrzekł
Co? Czyli jednak? Nie możliwe! Wiem, że to co powiedział nie dosłownie znaczy, że mnie kocha, ale...
Tą wspaniałą chwilę przerwał nam doktor.
- Mamy pani wyniki badań. Nie jest najlepiej.
- Jak to, przecież mówił pan, że za niedługo stąd wyjdzie? - przeraził się Harry
- Nie mieliśmy wszystkich badań. Teraz możemy stwierdzić słuszną diagnozę.
Spojrzałam na Harolda. Wyraz jego twarzy wyraźnie wskazywał, że bardzo się denerwuje.
- No niech pan mówi! - krzyknął
- Niech pan się uspokoi, to jest szpital, pacjenici muszą mieć spokoj.
Delikatnie potarłam jego policzek. Jego mięśnie się rozluźniły. Kiedy go dotykałam uspokajał się.
- Dobrze, jak już wspominałem, nie jest najlepiej. Nie wiem, co się stało i nie chcę ingerować w pani życie prywatne, ale po obrażeniach, jakich pani doznała...
- Nic takiego się nie stało - próbowałam załagodzić sprawę, za żadne skarby nikt nie mógł się dowiedzieć, że byłam torturowana.
Harry lekko przygryzł dolną wargę. Ścisną moją rękę. Wiedziałam, że możemy spodziewać się najgorszego.
- Miała pani krwotok wewnętrzny oraz ma pani pękniętą śledzinę. Konieczna jest operacja.
Rozpłakałam się, z resztą nie tylko ja, Hazz odwrócił głowę, aby ukryć łzy.
- Im szybciej się ona odbędzie, tym większe szanse, na zabieg bez zbędnych powikłań. Niech państwo się zastanowią, niebawem wrócę z dokumentami.
Wyszedl i zamknął drzwi.
- Gdybym wtedy...
- Przestań, przecież to nie jest twoja wina, gdybym rozniosła te talerze, to może do niczego by nie doszło.
- Tak, ale to ja zacząlem cię obmacywać. To ja tu powinienem być, nie ty.
- Nie możesz tak mówić, musisz żyć, masz przyjaciół, rodzinę, miliony fanek na całym świecie, a ja, za mną nikt nie będzie tęsknił, jak odejdę na tamten świat.
- Ja będę, rozumiesz, nie dam sobie rady, gdyby ci się coś stało, to, pewnie popadłbym w alkocholizm, albo nawet się zabił.
- Hazz, ja nie jestem tego warta.
- Jesteś, jesteś dla mnie najważniejsza...

1 komentarz: